Miśka oparła prawą przednią łapę na szyi i brodzie Jerzego i jednocześnie zaczęła zębami szarpać mu ubranie na brzuchu, aby go rozebrać. Nagle zbaraniała (bo nie tylko ludzie baranieją, niedźwiedzie również). Pod łapą poczuła jakąś jakby gumową, bardzo elastyczną powłokę. Przypominającą ludzkie ciało, ale nim nie będącą. Szarpnęła pazurami i całość przyczepiła się jej do łapy. Spod zdartej powłoki wyglądała raczej szczupła, lekko tylko zaokrąglona na policzkach twarz.
Podobnie było niżej. Miśka szarpiąc zębami ubranie zdarła je razem ze sztucznym brzuchem. Teraz leżał przed nią obnażony szczupły mężczyzna, jeszcze w stanie omdlenia. Pułkownik Wołodia Ałganow we własnej osobie. A misterne efekty charakteryzacji dokonanej parę dni temu w lokalu konspiracyjnym w Warszawie przez wybitnego specjalistę, przysłanego specjalnie w tym celu z Moskwy, diabli wzięli.
- Oszustwo - ryknęła Miśka. Poczuła się tak, jak czuje się nałogowy alkoholik, któremu zamiast wódki sprzedano wodę w butelce.
Obnażyła wściekle kły i kto wie, co by nastąpiło, gdyby nie Paweł. Z furią roztrzaskał gitarę na głowie niedźwiedzicy, oszałamiając ją i dezorientując na kilkanaście sekund. Wystarczyło to jednak, aby Ałganow, podtrzymywany przez Pawła, uciekł razem z nim w kierunku domku myśliwskiego.
Aneta i Korybut oglądali to wszystko zupełnie zdezorientowani. Nic a nic z tego nie rozumieli.


Odpowiedz z cytatem