Ałganow z Pawłem wpadli, ciężko dysząc, do domku myśliwskiego. Jeszcze na ostatnich metrach przed drzwiami do budynku zostali, nie wiedzieć czemu, obfajdani przez stadko kruków i zbombardowani suchymi szyszkami i pustymi orzechami przez gromadkę wiewórek.
Teraz dyszeli ciężko. Ałganow usuwał resztki charakteryzacji.
Po namyśle jednak porzucił zmiar mokrej roboty. Ta, jak jej tam, Aneta jest całkiem niczego laska. Pięknych kobiet się nie zabija, służą do czego innego. Jeszcze się przyda. Zresztą już od dawna miał na nią wielką ochotę.
A ów młodziak to jakiś zakochany dureń, szuka obiektu swojej miłości. Jak ten jeleń na rykowisku, nic nie kojarzy, co się wokół dzieje.
- To może nawet i dobrze się składa - pomyślał. - Zwerbuję go obietnicą znalezienia Asiczki. Ale to potem, teraz trzeba wyjść z bieżących tarapatów.
- To mówisz, że wszystkie tajne dokumenty spłonęły w chacie ? - spytał Pawła z nadzieją w głosie.
- Tak, na pewno. Widziałem spopielone resztki, jeszcze je rozgniotłem butem.
- Bardzo dobrze, nie tracisz zimnej krwi. Mam godnego następcę. A nasz fundusz operacyjny uratowałeś ?
- Niestety nie. To znaczy na razie nie. Wszystkie dolary poupychałem do małych torebek foliowych i schowałem w pustych puszkach po piwie, których pełno było w chacie. Ale wszystko to wcześniej wyniosłem z chaty, zapakowałem do dwóch dużych toreb plastikowych i ukryłem nieopodal w gęstych krzakach. Ale ogień tam nie dotarł, sprawdzałem.
Ałganow był bliski apopleksji. Przypomniał sobie dwóch meneli, których skutecznie przestraszył. A zwłaszcza ich dobytek, który ze sobą taszczyli.
- Było tego ponad 200 tysięcy dolarów - zdołał wykrztusić.
- Dokładnie 250125 dolarów - sprecyzował Paweł. - Przeliczyłem, zanim zapakowałem.
Ałganow wiedział już, że tym razem się nie spisał w roli szpiega i dywersanta. Ale może jeszcze nie wszystko stracone ? W centrali zawsze wpajali mu, że gdyby wpadł w tarapaty, ma ich natychmiast o wszystkim poinformować, nic a nic nie ukrywając.
- Przygotuj się do nadania meldunku do Moskwy - rzucił krótko Pawłowi, a sam zaczął układać tekst depeszy.
Paweł pogrzebał w zapleczu kuchennym domku myśliwskiego. Spod garów wyciągnął przemyślnie tam ukrytą małą radiostację. Błyskawicznie ją złożył, uruchomił i wysłał zaszyfrowany meldunek pułkownika Ałganowa do centrali w Moskwie.
************************************************** ************************************************** *****
A tymczasem biedna Misia wlokła się sponiewierana z powrotem na Otryt. To naprawdę jest jakiś pechowy dzień dla niej ! Najpierw brutalnie wybudzono ją ze snu zimowego. Na jej gawrę spadło z nieba ciężkie żelastwo (były to narzędzia owych meneli, które Aneta na polecenie „Jerzyka” cisnęła ze stokówki). Potem napaliła się na misiowatego tłuścioszka, który okazał się być jakimś żylastym osobnikiem, absolutnie nie w jej typie. Brrr ! Ohyda !
A jeszcze później dostała w łeb i do tej pory huczało jej w uszach. Zdjęła sobie wreszcie kołnierzyk z resztek gitary i wydłubała ostatnie drzazgi z futerka. Z westchnieniem ulgi już dochodziła do swojego zimowego legowiska. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów.
Zbiegając ze stokówki nieoczekiwanie ujrzała dwie torby plastikowe. Poniuchała, delikatnie rozdarła pazurkiem jedną z nich i zobaczyła w środku mnóstwo puszek po piwie.
- Takie metalowe błyskotki mi się przydadzą - zadecydowała. - Ale na razie wezmę te torby do gawry. A na wiosnę się zastanowię, co z nimi zrobić.
Jakoż i uczyniła.
Zwinęła się kłębek i prawie natychmiast zasnęła.
- Już ja sobie jeszcze jakiegoś tłuścioszka upoluję ! - śniła. - Jak w maju zorganizują tu kolejny KIMB, to się zaczaję w pobliżu.


Odpowiedz z cytatem