Pozostawmy na razie naszych dotychczasowych bohaterów tej powieści i - już całkowicie puszczając wodze wyobraźni - przenieśmy się o tysiące kilometrów w przestrzeni. Za wschodnią granicę, oraz daleko na zachód, aż za Atlantyk. Albowiem miały tam miejsce wydarzenia, które już wkrótce spowodują poważne komplikacje polityczne w stosunkach NATO - Rosja, a nikomu nie znaną polską gminę Lutowiska wprowadzą na pierwsze pozycje najważniejszych światowych serwisów informacyjnych.
************************************************** ****************************************
W dalekiej Moskwie, w siedzibie centrali GRU nieopodal lotniska Chodynka, właśnie trwała ożywiona tajna narada. Poprzedziły ją całe tygodnie mrówczej pracy analityków, którzy dogłębnie przestudiowali ostatni meldunek Ałganowa wysłany z Sękowca. Swój wielki wkład wnieśli również specjaliści od tzw. białego wywiadu. Ci drudzy skupili się na lekturze polskiej prasy, głównie „Echa Bieszczadów”, oraz na wypowiedziach internautów na bieszczadzkim forum dyskusyjnym.
Pierwszy zastępca szefa GRU przyjmował teraz wspólne sprawozdanie dwóch komendantów najważniejszych jednostek operacyjnych GRU - szefa Zarządu I („Europa”) i szefa Zarządu XIV („Nielegalni”). Ale był z nich wyraźnie niezadowolony. Zadawał im jeszcze uzupełniające pytania.
- To co, wszystko stracił, nic nie zarobił ? - był zainteresowany poczynaniami Ałganowa. - A tak się już raz wspaniale spisał w tych polskich Bieszczadach !
Wszyscy uczestnicy narady doskonale wiedzieli, że generał pomyślał o brawurowej akcji szpiegowsko - dywersyjnej, niedawno przeprowadzonej w Sękowcu. Agent zwerbowany przez Ałganowa, usytuowany w gronie uczestników II KIMB, doniósł był o skarbie Stałego Bywalca, zakopanym przez Bartka w ogrodzie leśniczówki. Następnie grupa operacyjna znienacka wtargnęła na teren leśniczówki, sterroryzowała Basię (Heńka nie było wówczas w domu) i wykopała skarb. Potem wywiadowcy szybko się uwinęli - załadowali cały skarb do trzech zaparkowanych w pobliżu TIR-ów i ... szukaj wiatru w polu. Po dwóch tygodniach ładunek spokojnie dotarł do Moskwy. I pomyśleć, że ów skarb starczyłby na pokrycie całego przyszłorocznego budżetu GRU, gdyby nie rozkaz prezydenta Putina, który polecił przekazać połowę dla FSB (dawniej KGB) ! Jawna niesprawiedliwość !
Ale to było wcześniej. Teraz Ałganow znalazł się w opałach i trzeba było spróbować jakoś mu pomóc.
- Jaką konkretnie kwotą dysponuje teraz Wołodia ? - spytał generał. W duchu założył, że fundusz operacyjny będzie bardzo trudny do odzyskania.
- Dokładnie złoty siedemdziesiąt - odpowiedział szef Zarządu I.
- Dobrze, że chociaż ma 70 czegoś złotego. A czego konkretnie ? - dociekał generał.
Wtedy obecny na odprawie szef Zarządu Administracyjno - Technicznego GRU wyjaśnił, że w istocie chodzi tu o środki finansowe w walucie polskiej, jeden złoty i 70 gr, które Ałganow odebrał dwóm pijaczkom na stokówce, nieopodal Chmiela. I że stanowi to równowartość około pół dolara.
Generałowi aż mowę odjęło z wściekłości. Ale tylko na chwilę. Potem z furią wygłosił istną mowę oskarżycielską pod adresem swoich podwładnych, koncentrując się głównie na ich pochodzeniu, tj. profesji matek, babek i prababek, obiecując także rychłą degradację i wysłanie ich w charakterze attache kulturalnych do ambasady Federacji Rosyjskiej w afrykańskim państwie Burkina Faso.
Iwan Iwanowicz Iwanow, Szef Zarządu XIV GRU, domyślił się, że to nie przelewki. Jeśli teraz nie zareaguje i nic konkretnego nie zaproponuje, to naprawdę może się zacząć pakować. On !? Taki zdolny i inteligentny !
Do tej pory radził sobie wyłącznie własnymi siłami. Żadnych pleców i koneksji rodzinnych. Wszystko zawdzięczał wyłącznie sobie. Nawet obecne, bardzo wysokie stanowisko.
Kilkanaście lat temu, będąc jeszcze młodszym oficerem ds. polityczno - wychowawczych, wygrał był ogólnoradziecki konkurs na najlepszą znajomość życiorysu Stirlitza. Wkrótce potem, też jeszcze przed upadkiem ZSRR, napisał i obronił rozprawę doktorską nt. konieczności uwzględnienia humanistycznych aspektów marksizmu - leninizmu w praktycznej działalności organów KGB i GRU. Był to akurat okres pieriestrojki i głasnosti, więc ta praca naukowa okazała się jak najbardziej na czasie. Jej autor został zauważony i zapisany w aktach kadrowców Jelcyna, a po nieudanym puczu Janajawa awansowany na szefa zarządu GRU ds. agentów nielegalnych.
Miał teraz utracić to stanowisko !? Niedoczekanie ich !
- Towarzyszu Generale, proszę mi pozwolić coś zaproponować. Mam pewien plan - zaczął cicho lecz stanowczo.
Wiceszef GRU, który w międzyczasie już zdążył ochłonąć po swojej płomiennej tyradzie, spojrzał na niego obojętnie. Z satysfakcją też zauważył, że obu podwładnym po jego wystąpieniu przybyło nieco siwych włosów.
- Ale im dałem popalić ! - pomyślał.
Bo faktycznie, dwaj pułkownicy właśnie przeżywali koszmarny stres. I wcale nie chodziło o to, że generał wyjawił ich pochodzenie - z tym się w głębi ducha zgadzali, argumenty były trudne do podważenia. W końcu już w trzecim pokoleniu każdy z nich był z nieprawego łoża. Natomiast niezmiernie przeraziła ich perspektywa degradacji i wyjazdu do jakiegoś lilipuciego afrykańskiego państewka.
- Meldujcie, Iwanow ! - rzucił krótko generał.
- Mam już praktycznie skompletowaną grupę operacyjną na wyjazd do Polski, w Bieszczady. Na pomoc Wołodii - zaczął szef zarządu ds. agentów nielegalnych. - Kobiety -zuchy !
- Baby ? - skrzywił się generał.
- Tak, ale to nie byle jakie baby. Same absolwentki polonistyki najlepszych naszych uniwersytetów. Po polsku mówią, a już na pewno piszą, lepiej niż połowa Polaków. Pięć pań magister i jedna pani doktor.
- Pan, pani, pań, pantofel - zaczął zgryźliwie przedrzeźniać go generał. - Co to za ciotki ? A ta doktorka to pewnie już jakaś stara baba !
- Towarzyszu generale, melduję, że żadna z nich nie przekroczyła jeszcze trzydziestki. Wszystkie są ładne, zgrabne i wysportowane. A ta towarzyszka porucznik doktor jest z nich najzdolniejsza. Napisała pracę magisterską, którą komisja uniwersytecka podniosła do rangi doktoratu. Bardzo rzadko się to zdarza, ale jest formalnie dopuszczalne.
- Dlaczego więc tym razem tak się stało ?
- Napisała pracę z literatury polskiej pt. „Analiza porównawcza utworów Michaliny Wisłockiej, Lwa Starowicza i Kazimierza Imielińskiego”. Pod kierunkiem naukowym samego dziekana Wydziału Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Moskiewskiego, który był promotorem tej pracy. Razem wykonali też całość niezbędnych badań empirycznych. I stąd ów doktorat.
- Taka to daleko zajdzie - mruknął generał. Swego czasu czytał książki wymienionych autorów, oczywiście w tłumaczeniu rosyjskim. Były to wydania niskonakładowe, osiągające zawrotne ceny na dawnym radzieckim czarnym rynku. - A pozostałe pięć tych kobiet ?
- Również są doskonałe. A zresztą może się towarzysz generał, i wszyscy zebrani tu towarzysze pułkownicy, przekonać osobiście. Akurat za pół godziny dziewczyny zaczynają pracę w reklamie mody damskiej. Dorabiają w ten sposób do niskich pensji oficerskich. Niedaleko stąd. Samochodami dojedziemy tam w kilkanaście minut.
- Pułkowniku, co wy mi tu p..cie ! Mamy łazić na jakiś pokaz mody ? A co one tam w ogóle reklamują ?
- Dziś jest pokaz bielizny damskiej. Nocne koszulki, biustonosze, halki, figi, stringi, pończoszki i jeszcze takie tam...
Generał z najwyższym trudem zachował obojętny wyraz twarzy. - Ostatecznie, tylko w celach służbowych naturalnie, możemy się tam udać. Jest to zbyt poważne zadanie, aby powierzyć je wam do samodzielnego wykonania - zadecydował.
W samochodzie (w drodze do teatru, w którym miał się odbyć pokaz mody) generał łaskawie pozwolił Iwanowowi zająć miejsce koło siebie na tylnym siedzeniu.
- Muszę jeszcze jedną rzecz wyjaśnić, towarzyszu generale - szeptał konfidencjonalnie szef zarządu XIV. - Dziewczyny reklamują nie tylko bieliznę damską, ale i najdroższe francuskie kosmetyki, w tym dezodoranty intymne i takież płyny do płukania. Jednak nie każdy na widowni będzie mógł się o tym przekonać organoleptycznie. Ale nasza grupa zajmie miejsca w pierwszym rzędzie, towarzysz generał oczywiście w samym środku, tam gdzie jest najmniejsza (a w zasadzie żadna) odległość od wybiegu dla modelek.
- A dotknąć też będę mógł ? - wyrwało się generałowi.
- Ależ naturalnie, ale to już po pokazie. Przecież szkolenie agentek nie zostało jeszcze ukończone. Wszyscy liczymy na doświadczenie i twórcze wskazówki towarzysza generała.
Samochody z piskiem opon hamowały przed budynkiem teatru. Pierwsi wyskoczyli z nich chłopcy ze Specnazu, stanowiący obstawę tych żołnierskich dostojników. Utworzyli szpaler, którym dumnie wmaszerowała do teatru grupa uczestników niedawnej narady. A jakiś namolny ochroniarz budynku, domagający się okazania ich zaproszeń, tak został umiejętnie kopnięty w piszczel, że w rezultacie przez kilka najbliższych miesięcy stanie się pacjentem poradni ortopedycznej.
Generał ze świtą weszli na widownię. Do rozpoczęcia pokazu brakowało już tylko pięciu minut.


Odpowiedz z cytatem