Otrzepał ręce, poprawił krawat i wrócił na swoje miejsce w kabinie pasażerskiej.
Pasażerowie przyjęli go z rozhisteryzowanym uwielbieniem. W końcu, bez przesady, okazał się ich wybawcą. W kolejce ustawili się do Chucka Norrisa po autograf.
W tym czasie kapitan statku powietrznego poinformował Okęcie przez radio, że sytuacja została już opanowana, zwięźle referując przebieg zdarzeń. A więc Sztab Kryzysowy, który właśnie się ukonstytuował, tylko przyznał sobie diety i przemianował się na Komitet Powitalny.
Kapitan samolotu też nie okazał się niewdzięcznikiem. Zaprosił Chucka do kabiny pilotów, kazał drugiemu pilotowi zwolnić wygodny fotel i ... gestem nie znoszącym sprzeciwu przywołał najpiękniejszą stewardessę, wicemiss Polonia z roku 2000.
Chuck Norris łaskawie ją zaliczył, odprężając się po niedawnym horrorze. Dziewczyna była zaszczycona i zachwycona myślą, że jej koleżanki, gdy się dowiedzą, to pękną z zazdrości. I tylko tym była zachwycona. Chuck Norris okazał się bowiem, jak to zwykle on, diablo szybki w działaniu. Dziewczyna pomyślała, że to początek, a to był już koniec.
Kilka dni później podejrzewała nawet, że to się jej w ogóle nie przytrafiło, że to tylko sen jakiś. Ale już po kilku tygodniach wątpliwości ustąpiły, a zaczęły się mdłości. Chuck Norris był bowiem nie tylko szybki, ale też perfekcyjnie skuteczny.
A po dziewięciu miesiącach od owego feralnego lotu stewardessa urodziła prześliczną córeczkę. Wcześniej w ogóle nie było potrzeby robić badania USG w celu sprawdzenia płci dziecka. I tak powszechnie wiadomo, że z chłopa zucha zawsze dziewucha. Piękna mama mogła wystąpić o becikowe.
Wyprzedziliśmy trochę bieg czasu. Przywróćmy więc chronologię naszej akcji.
Samolot ładnie wylądował na Okęciu, a Chucka Norrisa przywitał komitet powitalno - dziękczynny. Komitetowi nie dane było jednak zaprezentować całej przygotowanej ceremonii, gdyż pułkownik z BOR-u, który nie wiadomo kiedy się tu pojawił, ujął pod rękę Chucka i szepnął mu:
- Prezydent Lechosław Łabędzki oczekuje Pana. Będzie też jego brat, Jaromir.
************************************************** ****************************************
A tymczasem wykopani przez Chucka Norrisa z samolotu mudżahedini, fedaini, talibowie, czy jak tam się owa swołocz wabi, dolecieli przez atmosferę ziemską, a następnie przez kosmos, w zaświaty. Z łoskotem lądowali przed Świętym Piotrem, który jednak przyjmował ich tak, jak niegdyś śp. Kazimierz Deyna podanie, tj. od razu wykopywał z woleja dalej, celnie w światło bramki przeciwnika. Jak się nietrudno domyślić, owym przeciwnikiem był sam Lucyfer.
Władca Piekieł siedział właśnie przed komputerem i odbierał e-maila z wiadomością o swoich sześciu nowych pensjonariuszach. Dyżurny czart wprowadził ich przed oblicze władcy i kopniakami zmusił, aby padli na twarz.
- Sam Mahomet się do was nie przyznaje. O właśnie, od niego też teraz dostałem e-maila. Tak więc nie tłumaczy was nawet działanie w dobrej wierze - poinformował ich Lucyfer.
Terroryści zaczęli mu jeden przez drugiego, na wyścigi, wyjaśniać:
- To jakieś piekielne (nomen omen) nieporozumienie. My zasłużyliśmy na raj, a nie na piekło. A tak w ogóle, to gdzie są dziewice ?
- Jakie dziewice ?
- Te, które nam obiecał Usama ibn Ladin. Hurysy będące dziewicami, a mimo to bardzo, ale to bardzo dobre w łóżku.
Lucyfer stracił cierpliwość. Już, już miał zacząć ich flekować, gdy nagle jakby się opamiętał.
- Dziewic zabrakło. Trzeba było czytać duńską prasę - zadrwił. - Ale mam dla was kobietkę, jedną na sześciu, ale sobie poradzi.
A do dyżurnego diabła ryknął:
- Prowadź ich do Baby z Piekła Rodem. Tej, od której mąż uciekł aż na księżyc.
Starszy piekielny zaprowadził ich do niewielkiego lokalu przypominającego polskie M-3 z okresu późnego Gomułki. Otworzył drzwi i, z wyraźnym strachem w oczach, jękliwie zaanonsował:
- Miłościwa pani, to tylko ja, wpadłem na chwilkę. Przyprowadziłem dla pani służących: kuchennych, łaziebnych, pokojowych. Szef pozwala jejmości dysponować nimi do woli i bez ograniczeń.
Z kuchni wylazło wielkie babsko z wałkiem do ciasta w dłoni.
- Powiedz swojemu szefowi, że z nim też się policzę. Miał mieszkać ze mną bez przerwy przez cały rok. Sam Mickiewicz o tym pisał !
- Jaśnie wielmożny Lucyfer jest bardzo zajęty, ale pozdrawia jejmościankę serdecznie - wykrztusił diabeł i dał czym prędzej drapaka. Nie zapomniał jednak starannie zamknąć za sobą pancernych drzwi od owego „mieszkania”.
Tymczasem Piekielna Niewiasta rozkoszował się wzrokiem (na razie tylko wzrokiem), oglądając swoich sześciu niewolników.
- Poznajmy się - powiedziała na początek. - Jestem Pani Twardowska, polska szlachcianka, wy kobyle syny !
************************************************** ****************************************
Chuck Norris pił kawę w prywatnym apartamencie Prezydenta Łabędzkiego. Oprócz Prezydenta i Chucka w tym kameralnym przyjęciu uczestniczył prezydencki brat Jaromir, zaufany poseł Edgar Małgorzacki, a także I Dama IV RP. Z Nią zrobiono Chuckowi nawet zdjęcie:
http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2006&is=267&part=2
- Nie masz na razie zbyt wiele do roboty - poinformował Chucka Jaromir. - Pakt stabilizacyjny nie jest jeszcze zagrożony. Rozejrzyj się trochę po Polsce, to piękny kraj.
- A dziękuję bardzo. Chętnie. Wybrałem już sobie nawet miejscowość, do której, za pana przyzwoleniem, się wybiorę.
- Masz moją zgodę, bądź tylko stale pod komórką. A cóż to za miejscowość ?
- Sękowiec, koło Zatwarnicy.
- A gdzie to jest ?
- Nie wiem. Myślałem, że tu się dowiem. Znam tylko nazwę miejscowości. Mam ją nawet zapisaną w telefonie komórkowym - Chuck Norris odczytał treść smsa otrzymanego kilka dni wcześniej od pięknej Anety.


Odpowiedz z cytatem