W Lutowiskach Chuck Norris skręcił w lewo i zaparkował na skwerku, przy dwóch sklepach „delikatesowych”. Powyżej zauważył lokal galerii i zarazem kawiarni (w tamtym budynku też niegdyś był sklep). Wysiadł z samochodu i najpierw udał się w kierunku pawilonu położonego bardziej w głębi placu.
Zrobił zakupy, ogołacając obydwa sklepy z alkoholi oraz z konserw i zup w proszku. Zapakował sprawunki do toyoty i rozglądał się teraz niezdecydowanie.

Przede wszystkim uderzyło go, że nikt nie zareagował spontanicznie na jego widok, tak jak do tej pory miało to wszędzie miejsce i do czego zdążył się już przyzwyczaić. Owszem, w Lutowiskach poznawano go, uśmiechano się z sympatią, ale ludzie byli czymś bardzo zaaferowani, zupełnie co innego mieli na głowie. Wszędzie panował rwetes i gorączkowa krzątanina.
Nawet w tych pawilonach delikatesowych, które Chuck dopiero co odwiedził. Obecne tam panie nie robiły, jak zazwyczaj, zakupów spożywczych, lecz nabywały głównie kosmetyki - cienie do powiek i tusz do rzęs, a wszystko to wyłącznie w kolorze zielonym! W jednym ze sklepów chwilowo zabrakło owego asortymentu, więc przed budynkiem ustawiła się, jak za czasów PRL, spora kolejka. Kolejka ta rosła z minuty na minutę, gdyż ciągle nadjeżdżały prywatne samochody oraz bieszczadzkie busiki, dowożąc coraz to nowe przedstawicielki płci pięknej. Przyjeżdżały z najdalszych zakątków gminy Lutowiska, a także z gmin i powiatów sąsiednich. W drodze były trzy autokary z wojewódzkiego Rzeszowa. Krążyła plotka, że jedzie też jeden autobus z Poznania.

Właściciel sklepu dzwonił do hurtowni i nerwowo darł się do słuchawki:
- Mówię ci, że wszystko mi pójdzie! Tak, od razu płacę gotówką. Dawaj każdą ilość! Ale pamiętaj, tylko zielone! I pospiesz się, do cholery!

Chuck Norris nic a nic z tego nie rozumiał. Właśnie przeszły koło niego dwie wymalowane na zielono dziewoje, więc ukłonił im się szarmancko.
- O, cześć Chuck, a skąd ty się tu wziąłeś? - odezwała się jedna. Poczym, nie czekając na jego odpowiedź, obydwie odeszły. Rozmawiały ze sobą gorączkowo o czymś zupełnie innym. Ani im dzisiaj w głowie był jakiś tam Chuck Norris!

Chuck postanowił pogadać poważnie z kimś miejscowym. Ponieważ wszystkie baby od lat 16-tu wzwyż były tak przejęte, że wręcz nieprzytomne, musiał porozmawiać z facetem. Dostrzegł siedzącego na ławeczce przed sklepem tutejszego stałego bywalca. Ów siedział przy drugiej już butelce piwa myśląc z przerażeniem, że nie starczy mu pieniędzy na trzecią. A przecież wypiłby i czwartą. Chuck Norris spojrzał na niego, domyślił się i postawił przed nim tzw. czteropak piwa wareckiego mocnego.
- O co biega? Co jest grane? - spytał miejscowy pijaczek z pozornym spokojem.
- A nic. Tak tylko chciałbym trochę z tobą pogadać - odparł Chuck, równie obojętnie.
- Nie p...l. Napijesz się ze mną, a potem będziesz chciał kupić moją nerkę. Albo mnie całego porwiesz na narządy! Nie jesteś stąd, ale chyba już cię gdzieś kiedyś widziałem...
- Kto by tam kupował twoje przepite narządy! Co one są warte?! Wszystko przesiąknięte, zatrute alkoholem. Nikt nie dałby za nie złamanego centa. I wcale nie zamierzam z tobą pić, ponieważ prowadzę samochód. Widzisz tę terenową toyotę? Ja nią przyjechałem. A cztery piwa, to tylko dla ciebie. Poczęstunek ode mnie. I przestań się mnie wreszcie bać, bo pracuję dla Rządu IV RP. Wykonuję zadanie zlecone z zakresu administracji rządowej.
- No to o co ci chodzi?
- Nie mnie, tylko tym sfiksowanym babom. Odpicowały się jak żona stróża w Boże Ciało. Albo jak na Dzień Kobiet lub rocznicę Rewolucji Październikowej w byłym Związku Radzieckim. W dodatku wszystkie mają zielone makijaże. Możesz mi to wytłumaczyć?
- Ależ oczywiście! - pijaczek był uradowany, że łatwo i bezpiecznie zarobił cztery piwa. - Wysztafirowały się tak, idiotki jedne, bo za trzy godziny będzie tu jakiś ważny literat z Warszawy!
- Co za literat?
- A bo ja się znam? Masz tu pełno plakatów, poczytaj sobie.

Faktycznie. Dopiero teraz Chuck Norris zauważył, że wszystkie budynki dookoła są oblepione świeżymi, jednakowymi plakatami. Podszedł do najbliższego i przeczytał:

OGŁOSZENIE
Dyrekcja Szkoły Podstawowej i Gimnazjum
im. Wojsk Ochrony Pogranicza
w Lutowiskach,
w porozumieniu z Naszym Kochanym Wójtem
(oby żył i panował nam wiecznie!),
ma zaszczyt zaprosić Szanownych Państwa
w sobotę dn. 1 kwietnia 2006 r. o godz. 17-tej
na wieczór autorski słynnego poety i krytyka literackiego
MGR. INŻ. KRZYSZTOFA K.,
ZNANEGO RÓWNIEŻ POD PSEUDONIMEM ARTYSTYCZNYM „KRISS40”.

W programie:
1. Recytacja utworów własnych Krissa40 z poetyckiego cyklu „Dla Zielonookiej”, w tym również wierszy nowych, dotychczas niepublikowanych.
2. Wygłoszenie wykładu - krytyki literackiej na temat wyższości serialu telewizyjnego „Plebania” nad serialem „M jak miłość”.
3. Zbieranie podpisów pod wnioskiem w sprawie nominacji powieści w odcinkach pt. „Bieszczadzka grafomania. Refleksje kruka”, której Kriss40 jest współautorem, do literackiej Nagrody Nobla.
4. Konkurs na wyłonienie „Miss Zielonych Oczu w Lutowiskach”. Jury jednoosobowe: Kriss40.

Na zakończenie wieczoru autorskiego przewidziany jest poczęstunek winem oraz rozdawanie autografów przez Krissa40.
Szanowne Panie informujemy również, iż Słynny Autor nie wyklucza zawarcia bliższej, a nawet intymnej znajomości ze zwycięzczynią konkursu wymienionego w pkt. 4 programu.


Teraz Chuck Norris wreszcie zrozumiał, skąd ów wielki zgiełk, hałas i zamieszanie. Chyba jeszcze większe niż to, jakie podczas jarmarków przeżywały Lutowiska przed I wojną światową. Kiedy to słynęły w całej ówczesnej Europie Środkowej z handlu wołami.