Cytat Zamieszczone przez Kriss40
Ale ma problem. Jak wytłumaczyć Prezydentowi, że istnieją dyżury w Dwerniku??? Jak to zrobić, żeby nikogo nie obrazić ???
- Cóż, trzeba będzie jakoś zjeść tę żabę - pomyślał Chuck Norris.

Tego samego zdania była również jego kotka Fruzia, którą niedawno przygarnął. Zagubiła się, albo ktoś ją wyrzucił kilka dni temu, podczas pamiętnego zamieszania w Lutowiskach. Tak mu się przynajmniej wydawało.
Chuck nawet nie przypuszczał, że to on uratował kotce Fruzi życie. Moherowe babsko zawiozło ją bowiem do uśpienia, gdy zauważyło, że kotka łakomie spogląda na ptaszki za oknem.
- Jeszcze mi ptasią grypę do domu przywlecze - pomyślała ciemnota i pojechała ze zwierzątkiem do weterynarza. - Niech pan ją koniecznie uśpi, panie doktorze - poprosiła. - Tylko jakimś najtańszym zastrzykiem, bo jestem biedną emerytką ...
Lekarz bezskutecznie usiłował jej to wyperswadować. Baba się uparła, i już! Wtedy pan doktor odczytał okólnik nadesłany od Głównego Lekarza Weterynarii Kraju i władował jej w potężną d... rzeczywiście najtańszy specyfik, służący (wg etykiety na fiolce) do uśpienia wściekłego słonia.
Fruzia, która już wcześniej wyczuwała swoim zwierzęcym instynktem, co się święci, nie żałowała nic a nic swojej pani, tylko szybko dała drapaka. Poszwendała się trochę po Lutowiskach, a potem przylgnęła do Chucka Norrisa, równie samotnego i zagubionego jak ona.

Teraz przekornie patrzyła wiernymi ślepkami na swojego nowego pana.
- Nic się nie bój. Zadzwoń do Prezydenta i powiedz Mu, co wiesz o dyżurach w Dwerniku - zdawało się mówić jej przeurocze kocie spojrzenie.
I Chuck Norris tak uczynił. Z tą tylko różnicą, że zadzwonił do wszechwładnego prezydenckiego brata. Nie chciał bowiem bieszczadzkimi duperelami zawracać głowy samemu Pierwszemu, ostatnio bardziej zajętemu sprawami zagranicznymi.
Wybrał w swojej komórce zastrzeżony, znany tylko niewielu osobom numer: [urzędowa ingerencja cenzury].
- Chuck Norris melduje się posłusznie, Panie Prezesie!
- Cześć, stary zabijako - odpowiedział Jaromir Łabędzki. Wykonałeś już zadanie?
- Jakie zadanie? Jeszcze go przecież od Pana Prezesa nie dostałem.
- Racja, przypominam sobie. Wiesz, trochę się zmieniły realia. Będziesz teraz gwarantem nie paktu stabilizacyjnego, lecz koalicji rządowej, którą może stworzę. A może i nie stworzę. To tak na marginesie, bo sam jeszcze nie jestem przekonany. Odnalazłeś już tę swoją polską miłość, jak jej tam, Anetę?
- Jeszcze nie, ale chyba niedługo ją spotkam. Jestem już bowiem w Bieszczadach, w samych Lutowiskach!
- I sam tam jesteś?
- Nie sam. Mam kotkę Fruzię.
- To ucałuj ją ode mnie. Uwielbiam koty. A tak w ogóle, by the way, to po co do mnie dzwonisz? Jestem teraz bardzo zajęty. Mam właśnie ważną naradę. Jest u mnie minister - koordynator, Zdzisław Wodnicki.
- To się doskonale składa, bo ja właśnie telefonuję w sprawach specsłużb...
- Poczekaj chwilę, włączę nagłośnienie. Już. Możesz mówić dalej.
- Operacyjnie dowiedziałem się, że żadna ze służb rządowych nie monitoruje dyżurów w Dwerniku! A przecież przyłażą tam różni tacy, wymieniają hasło i odzew, a potem żrą pierogi i chleją piwo. Składa ktoś Panu Prezesowi raporty o tym, o czym oni gadają? Podejrzewam, że nie.

Zapadło złowrogie milczenie. Po chwili minister - koordynator zaczął się drżącym głosem tłumaczyć:
- To jeszcze zaniedbanie z czasów rządów postkomuny, Panie Prezesie. Poza tym robię teraz reorganizację służb, mam za mało środków i etatów...
- Masz się tym zająć. Natychmiast. A jak nie, to zlecę to Lucjanowi Nordowi, nadzorującemu Policję - rozkazał krótko Jaromir Łabędzki.

A po chwili zapytał Chucka:
- Co tam słychać w Lutowiskach?
- Wielkie zamieszanie, Panie Prezesie. Ludzie, a szczególnie tutejsze kobiety bardzo przeżywają ...
- Nie dziwię się - przerwał mu Jaromir Łabędzki. - Po tym sejmowym głosowaniu w sprawie samorozwiązania parlamentu ...
- To absolutnie nie o to chodzi, Panie Prezesie.
- A o co?
- Pierwszego kwietnia miał się tu odbyć wieczór autorski Krissa40...
- Znam. Czytam jego poezję. Nawet mi się podoba. Ale dlaczego mówisz „miał się odbyć”? Nie odbył się? Co się stało?
- Wszystko było już przygotowane. Dopięte na ostatni guzik. Przyjechało mnóstwo, mnóstwo ludzi, głównie płci pięknej. Z terenu gminy, ale nie tylko. Był nawet autokar z żeńską wycieczką studentek UAM z dalekiego Poznania. Sala gimnastyczna szkoły, gdzie miało się odbyć spotkanie z Krissem40, była zapełniona po brzegi. Dziewczyny siedziały nawet okrakiem na koszach do gry w koszykówkę.
- No i?
- Punktualnie o godzinie 17-tej, gdy miało się rozpocząć spotkanie z nim, zatelefonował Kriss40 i powiedział, że to wszystko prima aprilis!!! I że nie przyjedzie. Że w ogóle nawet nie wyjechał z Warszawy!
- Jak ludzie zareagowali?
- Z ogromnym oburzeniem. Wszyscy winili za ten fakt rząd SiP-u premiera Kazimierkiewicza. I nie od razu się rozeszli. Szczególnie te zamiejscowe panie, których tu nikt nie zna.
- Co one robiły? - zainteresował się minister - koordynator.
- Nachalnie uwodziły mężczyzn. Napaliły się wcześniej na Krissa40 i musiały znaleźć jakieś ujście dla swojej namiętności.
- Ciebie też uwiodły?
- O tak!!! Nawet nie przypuszczałem, że tu, w Polsce, w dodatku na dalekiej prowincji, pobiję swój rekord życiowy.
- Ciekawe. A jakiż to rekord?
- Przedtem, w Hollywood, odstawiłem z jedną panią nieskończoną ilość numerków. Trzy razy pod rząd je odstawiłem. A teraz udało mi się to uczynić cztery razy, każdorazowo mnożąc przez nieskończoność, oczywiście!
- A co nas obchodzą twoje seksualne wyczyny, ty moralny wykolejeńcu! Mów nam natychmiast, jakie są społeczno - polityczne nastroje ludności?!
- Już wspominałem, że bardzo, ale to bardzo złe. Wg lokalnego sondażu Pana partia, SiP, ma teraz tu 0% poparcia, a OP Ronalda Kusta całe 100%. Miejscowi przedstawiciele Ronalda rozgłaszają wszem i wobec, że to przez was nie odbył się wieczór autorski Krissa40. Że go na pewno aresztowaliście lub zastraszyliście, i dlatego nie przyjechał. I że za ich rządów taki blamaż nigdy nie mógłby mieć miejsca. I ludzie w ogóle nie wierzą w to tłumaczenie primaaprilisowe Krissa40.

Jarosławowi Łabędzkiemu i Zdzisławowi Wodnickiemu aż dech zaparło w piersi z oburzenia.
- To skandal! Każę powołać specjalną komisję śledczą! Ja mu tego płazem nie puszczę - stwierdził złowrogo Jaromir.
- Panie Prezesie, a ja mam inny pomysł - powiedział z ożywieniem Wodnicki. - Ukarzemy go po cichu, ale dotkliwie. A przy okazji rozwiążemy ten problem monitorowania dyżurów w Dwerniku.
- Co wymyśliłeś?
- Najpierw niech Nord weźmie Krissa40 w kamasze. Potem oddeleguje go do mnie, do którejś z podległych mi specsłużb. A ja wtedy dam mu specjalne zadanie, z wykorzystaniem jego talentu, jak najbardziej!
- Możesz to rozwinąć, wyjaśnić?
- Oczywiście. Panią Basię, szefową „Piekiełka” w Dwerniku, poprosimy, aby sobie codziennie robiła krzyczący zielony makijaż. To piękna, elegancka kobieta. Rasowa, dobrze zbudowana brunetka. Jeden z moich agentów, młody dwudziestoletni chłopak, doznał spełnienia na sam jej widok!
- Czy mógłbyś nie świntuszyć?!
- Ja miałem na myśli spełnienie tylko platoniczne. Ale już dobrze, dobrze. Przepraszam. Następnie rozkażemy zmobilizowanemu Krissowi40 siedzieć codziennie, po cywilnemu, na dyżurze w „Piekiełku”. Od końca kwietnia do połowy października. Będzie patrzył Barbarze w zielone oczy i czerpał z nich natchnienie! I niech sobie pisze, niech jak najwięcej tworzy! Bo tu, w Warszawie, to coś mu chyba klimat ostatnio nie służy. Wręcz przeciwnie, tylko przeszkadza w twórczości poetyckiej. Na przykład: piątego kwietnia napisał na forum coś o dwóch butach, prawym i lewym. To ma być romantyczne? Dla Zielonookiej?
- Ile nas to będzie kosztowało? I co my z tego będziemy mieć? - zapytał rzeczowo Jaromir Łabędzki.
- Koszty będą niewielkie. Noclegi „U Lestka”, diety na całodzienne wyżywienie w "Piekiełku", ekstra dodatek na piwo i wino bieszczadzkie (w zasadzie w cenie piwa). Wyposażymy go też w odpowiedni sprzęt, tzn. ukrytą kamerę. Będzie się włączać sama automatycznie, gdy tylko ktoś wypowie odpowiednie hasło i odzew.
- O tych najlepszych pierogach? I Adminie jesienią? Doskonale pomyślane! Na razie jeszcze cię nie zwolnię. W rządzie zostaniesz nawet po rekonstrukcji gabinetu, po koalicji z „Obroną Konieczną”.
- Na to liczę i dziękuję, Panie Prezesie. Jeszcze tylko dokończę referować mój plan. Nasz przyjaciel Chuck Norris, przynajmniej dopóki będzie przebywał w Bieszczadach, niech dopilnuje, aby wszystko działało bez zarzutu. Będzie odbierał od Krissa40 wykonane nagrania i mejlował mi je do centrali.
- Akceptuję. Proszę wykonać! - postanowił Jaromir Łabędzki.
- Tak jest! - równocześnie odkrzyknęli służbiście Chuck Norris i Zdzisław Wodnicki.