... do Przełęczy Orłowicza, gdzie wylądował. Tam też odebrał codzienne meldunki od innych kruków, bezdyskusyjne uznających jego autorytet.
Nic nowego się nie wydarzyło. Ptasia społeczność żyła jeszcze pożarem Chaty Socjologa. Była to strata również i dla tego środowiska - ubyło jedno miejsce żerowania na resztkach pozostawianych przez ludzi.
Następnie rozpuścił zgromadzenie i rozejrzał się za noclegiem.
- Przenocuję tu obok, w Suchych Rzekach, w „Ostoi” - pomyślał.
I tak uczynił.
Dokładnie o północy dobiegł go głos biesa Rokity, ćwiczącego pod ziemią dusze komisarzy.
- Głośniej i wyraźniej ! - darł się diabeł. - Tak jak w 1939 roku ! Recytować poezję i modlić się. I po polsku, bo jesteśmy teraz pod polską ziemią. Głośniej i rytmiczniej, bo wrzącej smoły do kotłów doleję !
Przerażone tą całkiem realną wizją potępione głosy modliły się bluźnierczo, wierszem Aleksandra Błoka:
„Niech burżujów strach oblata,
Rozdmuchamy pożar świata,
Świat w pożarze, we krwi stanie -
Pobłogosław Panie !”
Lestinski wzdrygnął się i starym, wyuczonym ruchem chciał wyrwać szaszkę z pochwy. Dziobnął się jednak tylko w lewe skrzydło.
- Dobrze wam tak, swołocze !- zakrakał. Potem znów zasnął i spał aż do świtu.
Rano najspokojniej w świecie zjadł pół porcji z psiej miski. Wilczur pilnujący „Ostoi” nie protestował. Ba, patrzył nań z psim uwielbieniem, wyczuwając w odważnym kruku kogoś nadprzyrodzonego.
Po śniadaniu Włodzimierz wzbił się wysoko ponad buki i obrał kurs na Sękowiec.
Przed domkiem myśliwskim w Sękowcu, luksusowym ale drogim i dlatego raczej świecącym pustkami, stał teraz mercedes z warszawską rejestracją.
Kruk zniżył lot i dostrzegł na drzewie wiewióra Iwana, wiodącego identyczny co on, żywot. Wiewiór był niegdyś księdzem greckokatolickim, lecz wszedł w zbyt bliskie, wręcz zbrodnicze, układy z UPA, więc zamiast zbawienia żył wiecznie pod postacią wiewiórki.
- Kto przyjechał tym autkiem ? - spytał Lestinski.
- Podgarlak i Aneta - odrzekł Iwan.
- Co to za jedni ?
- Przyjechali wczoraj wieczorem. On to gość koło 60-tki. 160 cm wzrostu, łysa pała, 110 kg wagi. Trzy duże podbródki i czwarty mniejszy, dopiero tworzący się. Dlatego nazwałem go Podgarlakiem. Ale ząbki wszystkie i równiutkie - implanty. Jakiś milioner.
- A ona, ta Aneta ?
- Około 25 lat. Super dupa. Najwyraźniej chce go wykołować, tj. oskubać z kasy i nie dać nic w zamian.
- Niemożliwe. Stary jest pewnie za cwany na to.
- Możliwe, możliwe. Wczoraj mówiła, że ją boli głowa po podróży. I że mu się odda dopiero w Chacie Socjologa.
- Przecież spłonęła !
- Ale oni jeszcze o tym nie wiedzą. Dziś rano tam się wybierają. O, właśnie idą !
Faktycznie. Z domku myśliwskiego wyszła wysoka laska jak marzenie, w czerwonych, obcisłych puchowych spodniach. Za nią toczył się grubas, sapał i piszczał:
- Ale to chyba niedaleko stąd, kochanie. Prawda ?
- Nie, skąd, bliziutko. Mała górka. Cóż to dla takiego stuprocentowego mężczyzny, jak ty, Jerzyku.
Lestinski zadecydował, że tej pary prędko nie opuści. Jakaś rozrywka też mu się należy w tym kruczym życiu. Pofrunie nad nimi. Nareszcie jakieś urozmaicenie.
Wiewiór Iwan spojrzał na niego z zazdrością.
- Opowiesz mi o wszystkim ? - spytał z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, stary klecho. Masz to jak w carskim banku przed rewolucją.
Potem poszybował za Podgarlakiem i Anetą, starając się podsłuchać ich rozmowę.


Odpowiedz z cytatem