Wydaje mi się , że "grzybowa" a muchołapka to dwie różne techniki pozbywania się owadów. Grzybki truły na śmierć a pojemniczek wabił, poił i już nie wypuszczał. W szkiełku kotłowało się, brzęczało. Kiedy powierzchnia serwatki była pełna much, cykl zaczynał się od nowa. Wiszące lepy, przy niskich sufitach nieraz brały w areszt tych co je tam powiesili.