W lipcu 2008 pojechałem z córką nad morze. Moje dziecko było szczęśliwe, że sie popluszcze i sie wyleży na tej nadmorskiej patelni. Ja, że nie lubię tej słonej kałuży a jeszcze bardziej piaskownicy na której ludzie niczym foki się ukladają. Postanowiłem znależć inne zajęcie. Wypożyczyłem rower i zaczolęm jeździć po okolicznych wsiach kiknaście kilometrów od wybrzeża. Tak trafiłem do wsi Sarbia. Piękny poewangelicki koścół z murowaną amboną na zewnątrz (pierwszy raz coś takiego zobaczyłem). Olbrzymie domy, jeszcze większe budynki gospodarcze. Wszystko takie jak zostalo wybudowane przed 1939. Widać było, że Niemcy którzy tutaj mieszkali byli bardzo zamożni. Zastanowiło mnie jedno kim są obecnie tam mieszkający? Widząc jakiegoś dziadka zaczołem z nim rozmawiać. Opowiedział mi jak się tam znalazł.
"Pochdzę z małej wioski pod Mławą. Po prześjciu frontu ze wsi nic nie zostało. Wszystko zbużone. Myśmy się uratowali bo ojciec w lesie ziemiankę wykopał. I w tej ziemiance pół roku żeśmy przesiedzieli. Ale dużo sąsiadów zgineło. Nie było do czego wracać. To żeśmy zaraz za frontem pociągiem pojechali. Jeden wagon na cztery rodziny. I tak my jechali i jechali, aż tu pod Kołobrzegiem Sowieci kazali wysiąść. Już tu panie jakieś użędniki byli i kazali chałupy zajmować. No to matka ten dom tutaj znalazła i zęśmy tu obsiedli. A tu jeszcze Niemce byli. To myśmy im kazali w slużbówce zamieszkać. No i tak to z osiem lat razem żyliśmy, zanim ostatnie Niemce stąd nie wyjechali."
Po opowieści tego dziadka zaczołem sie zastanawiać. Jak bym się poczuł? Gdyby tak do mojego domu, który wybudowałem za własne ciężko zarobione pieniądze, przyszedł obcy niewiadomo skąd i kazał się wynosić. Moze gdyby mnie wyżucono i nie kazano przez te osiem lat mieszkac z uzurpatorem, to bym jeszcze przebolał. Ale widząc jak Obcy śpi na moiim łóżku, jie z moich garnków, szarogęsi na moim podwórku, odbiera moją Ojcowiznę. Bym nie zdzierżył i czuł się upokorzony do końca życia.



Odpowiedz z cytatem
