Wspominki poszukiwacza złomu:
http://www.poszukiwanieskarbow.com/a...ja/odyseja.htm
Mój ulubiony fragmencik:
"...W niedzielę spaliśmy do dziesiątej, i spalibyśmy pewnie dłużej, gdyby nie pobudka, której sprawcami byli czterej Panowie Milicjanci wchodzący do naszej sypialni. (...) Wytrzeźwieliśmy obaj błyskawicznie, a ponieważ nasze znaleziska nie były pochowane, tylko piętrzyły się malowniczo pod ścianą, już po chwili jeden z milicjantów radośnie zawołał: „ooo popatrzcie granaty!” Od tej chwili wydarzenia nabrały właściwej sobie dynamiki, a karzący miecz sprawiedliwości uniósł się, by ze świstem opaść na nasze karki...

Panowie zabrali nam paszporty, wezwali posiłki i rozpoczęli rewizję (czytaj – z ciekawością oglądali nasze fanty), a my w duchu żegnaliśmy się z wolnością. Po kilkudziesięciu minutach do domu zjechała już cała okoliczna milicja z oficerem śledczym i naczelnikiem rejonu na czele.(...) W między czasie zjawił się brzuchaty pułkownik. Obejrzał granaty (łącznie 26 sztuk), po czym... zaczął krzyczeć na milicjantów, że on teraz będzie miał straszny kłopot, bo przepisy mówią, że każdy granat powinien być przewożony osobnym pojazdem a on nie ma aż tylu samochodów! Pułkownik pokrzyczał, chwilę pomyślał i zadzwonił do jednostki żądając przysłania czegoś co nazywał „Pancernaja Maszyna”. Widocznie jednak, cokolwiek to było – było zepsute i wszystkie granaty wraz z bagnetami, które w prawie ukraińskim również traktowane są jako broń zostały zapakowane w dwa kartonowe pudła, poczym zawiózł je na posterunek swoim starym Moskwiczem, syn naszej gospodyni. Padło też, doskonale znane z filmów złowieszcze zdanie: „Panowie pojadą z nami”. (...)"