I się zaczęło....
Słodkie lenistwo![]()
I się zaczęło....
Słodkie lenistwo![]()
Chciałeś dobrze a wyszło jak zwykle......:oops:
Nie, nie, nie - o lenistwie mieliśmy nie pisać! Widoki się zaczęły, WIDOKI!
![]()
Od nadmiaru kiczu aż się mdło robiło....góry z lewej, góry z prawej, z przodu, z tyłu...jakieś mgły zalegające w dolinach...i żadnego piwa do popicia!
Tarnica o świcie:
Tarnica.jpg
I parę godzin później:
Tarnica1.jpg
Wdzięki Carycy w świetle wschodzącego słońca:
Caryńska.jpg
I w świetle dziennym:
Caryńska1.jpg
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
No to jeszcze rzut obiektywem na Zakarpacie:
![]()
Agnieskoczerwonowłosa toż to musi byc struś! z głową w śniegu, jakaś pikujowa odmiana,
towarzystwo pozrywało odzienie ... normalnie nadmiar słońca, to musiało sie tak skonczyć
Jorgu ja też mam z Pikuja mgliste widoki, kiedys nawet pomarańcze widziałem, ale chwale sobie bardzo sen na mięciutkiej kosówce... znaczy trzeba tam wrócić..
taaaak;
komisarzu to były mandarynki w przebraniu mandaryna...
pomarańczki jeść "na śpiocha" byłoby niebezpiecznie ,
zakrztusiłbyś się nieszczęsny i spocilibyśmy się nadmiernie- poklepując nieboraka, a to wybacz -niezdrowe
wracając do noclegu...
to prawie jak bajka jakaś...
"Najlepsze miejsce na namiot .jest zawsze troszkę dalej..."
Przy takiej pogodzie, toż to prawdziwa przyjemność!
Bajka powiadasz...Coś w tym jest...bajka/dobranocka/lulunyny. Ale od początku. Spoko, nie od samego.
Jak już wdrapaliśmy się na podniebne, śnieżną pierzynką otulone polany Menczyła, ekipa została rozdzielona na dwie brygady. Pierwsza, liczniejsza miała zadbać o dach nad głową, druga w składzie okrojonym, miała stoczyć walkę o ogień, czyli przekopać się do lasu w celu pozyskania wsadu do ogniska. W dół, na lekko jeszcze się jakoś szło, ale powroty z masą drzewną na ramieniu wymagały wyrzucenia w przestrzeń kilku mocniejszych słów. Nic to! Czego się nie robi żeby później przy ogniu posiedzieć i porozmawiać do późnych godzin nocnych z przyjaciółmi. Czego się nie robi! Jak już drewna było dość, stanowczo dość, skoczyłem po kijki na kiełbaskę, gdyż postanowiliśmy ją upiec i zjeść, w odróżnieniu do ubiegłorocznej, która przyjechała z nami na Ukrainę, wlazła na Pikuja, zlazła i wróciła z nami do kraju.
Kiełbaskę upiekli i zjedli, balsamem popili, dobranocka minęła, i jak myślicie, co zrobili? A poszli spać!!!O 20.00 poszli!
Dobrze, że mi balsamu nie zabrali, to się zacząłem sam w tej zgryzocie i opuszczeniu od wewnątrz balsamować. Ze dwa razy się balsamnąłem, odwagi nabrałem i myślę sobie: może jeszcze nie wszystko stracone, może zachęty potrzebują! Wtarabaniłem się do namiotu i jako, że troszkę mi się język rozwiązał, rozpocząłem agitację w celu poderwania i uspontanicznienia! Jak ktoś myśli, że namiotem zakołysała meksykańska fala.... to się myli. Morze martwe raczej. Mój zapał i rozgorączkowanie zostały schłodzone kilkoma słowami, z których do zacytowania nadają się tylko: Śpij już Bazyl! Była godzina 20.35! Taka to była bajka.
Lamia ja Ci tego nie zapomnę! Nie zapomnę Ci tego!![]()
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)