Przy takiej pogodzie, toż to prawdziwa przyjemność!
Bajka powiadasz...Coś w tym jest...bajka/dobranocka/lulunyny. Ale od początku. Spoko, nie od samego.
Jak już wdrapaliśmy się na podniebne, śnieżną pierzynką otulone polany Menczyła, ekipa została rozdzielona na dwie brygady. Pierwsza, liczniejsza miała zadbać o dach nad głową, druga w składzie okrojonym, miała stoczyć walkę o ogień, czyli przekopać się do lasu w celu pozyskania wsadu do ogniska. W dół, na lekko jeszcze się jakoś szło, ale powroty z masą drzewną na ramieniu wymagały wyrzucenia w przestrzeń kilku mocniejszych słów. Nic to! Czego się nie robi żeby później przy ogniu posiedzieć i porozmawiać do późnych godzin nocnych z przyjaciółmi. Czego się nie robi! Jak już drewna było dość, stanowczo dość, skoczyłem po kijki na kiełbaskę, gdyż postanowiliśmy ją upiec i zjeść, w odróżnieniu do ubiegłorocznej, która przyjechała z nami na Ukrainę, wlazła na Pikuja, zlazła i wróciła z nami do kraju.
Kiełbaskę upiekli i zjedli, balsamem popili, dobranocka minęła, i jak myślicie, co zrobili? A poszli spać!!!O 20.00 poszli!
Dobrze, że mi balsamu nie zabrali, to się zacząłem sam w tej zgryzocie i opuszczeniu od wewnątrz balsamować. Ze dwa razy się balsamnąłem, odwagi nabrałem i myślę sobie: może jeszcze nie wszystko stracone, może zachęty potrzebują! Wtarabaniłem się do namiotu i jako, że troszkę mi się język rozwiązał, rozpocząłem agitację w celu poderwania i uspontanicznienia! Jak ktoś myśli, że namiotem zakołysała meksykańska fala.... to się myli. Morze martwe raczej. Mój zapał i rozgorączkowanie zostały schłodzone kilkoma słowami, z których do zacytowania nadają się tylko: Śpij już Bazyl! Była godzina 20.35! Taka to była bajka.
Lamia ja Ci tego nie zapomnę! Nie zapomnę Ci tego!![]()



Odpowiedz z cytatem
