Ludzie litości!!
Ile razy czytam o akcji GOPR tyle razy czytam również inwektywy debile, kretyni i tp.
Często okazuje się później że są to ludzie dobrze przygotowani, z poczuciem odpowiedzialności i właśnie z powodu tego poczucia odpowiedzialności nie podejmują najmniejszego ryzyka - wolą wezwać GOPR.
Każdy wie że w górach pogoda zmienna jest i nie da się wszystkiego przewidzieć.
Może więc zamiast od razu gnoić to poznać fakty, czyli wypowiedzi obu stron.
Przewodnik nie jest taż złotym środkiem na wszystko, sorry Machoney nie dotyczy to Ciebie, ale może być dodatkowym kłopotem.
Przytoczę z wcześniejszej wypowiedzi;
- Wezwanie GOPR-u przez instruktora świadczy o jego dojrzałości. Ocenił on warunki i zdecydował o wezwaniu pomocy - uznał Tymoszyk.
Uspokajał też, mówiąc, że uczestnicy wyjazdu "od początku trwania obozu" byli w kontakcie z grupą GOPR-u, która ma jedną ze swoich baz w Ustrzykach Górnych i "każde ich wyjście w góry było monitorowane"."
Podkreślam "uczestnicy wyjazdu "od początku trwania obozu" byli w kontakcie z grupą GOPR-u" Świadczy to chyba o odpowiedzialności??
"- Dzieciaki są w dobrym stanie. Nikomu nic się nie stało. Nastąpiło "pogubienie szlaku", więc dość powszechna rzecz - wyjaśnił Tymoszyk."
Znowu podkreślę "- Dzieciaki są w dobrym stanie. Nikomu nic się nie stało", Nie ma powodu zakładać jakiejś tragicznej w tym przypadku sytuacji.
Szczególnieże;
"W Bieszczadach powyżej górnej granicy lasu leży średnio pół metra śniegu. Jest siedem stopni mrozu, a prędkość wiatru dochodzi do 70 km/godz. W górnych partiach Bieszczad obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego. "
Pól metra śniegu, wiatr do 70km/godz i -7 to owszem trudne warunki ale nie taki znowu hardkor przynajmniej dla mnie starego niewysportowanego dziada młodzi szczególnie w grupie powinni sobie bez szczególnych problemów poradzić. Oczywiście stosownie ubrani co podkreślam,
Podsumuję, opiekunowie zachowali się odpowiedzialnie wzywając pomoc nawet gdyby to nie było bezwzględnie potyrzebne.
Takie gnojenie ad hoc bez znajomości realiów może spowodować że inne osoby w przypadku zagrożenia nie zdecydują się wezwać pomocy. To może skutkować nieszczęściem.
Możemy oczywiście wszystkich trzymać w grajdołku. Otoczyć ten grajdołek wysokim na 2.5metra płotem. Wyprodukować tysiące restrykcyjnych przepisów. Zapewnimy pełne bezpieczeństwo i wychowamy lemingów niezdolnych podjąć żadnego ryzyka.
Nie jest to świat w którym chciałbym żyć.
Można też inaczej; uwierzyć w rozsądek rodziców że sprawdzili umiejętności i odpowiedzialność opiekunów.
Pomyśleć że ci opiekunowie to może nie są tacy znowu debile i wiedzą co robią.
I nawet nie próbować wyeliminować z życia każdej odrobiny ryzyka. Może Wy tak nie uważacie ale dla mnie taki świat byłby straszny.
Sorry rozpisałem się.


Odpowiedz z cytatem
