Fajnie, że szkoła przetrwania wydała oświadczenie. Fajnie, że jest też film GOPR, niech każdy oceni jak wyglądała sytuacja i jakie warunki tam były. Przecież nikt nie zakazuje działalności tej szkole, nikt też nie ma pretensji o to, że dzwonili po GOPR, bo od tego GOPR jest. Co nie znaczy, że wolno wyłączyć myślenie. Trzeba wyciągać wnioski. I jeszcze fajniej, że powstaje z tego jakaś dyskusja (dyskusji o bezpieczeństwie w górach nigdy dość).
Trafiłem na tekst w Wyborczej. Jak ktoś chce - klika link. Wstawiam najciekawsze fragmenty.
GOPR o uczestnikach wyprawy: to gadżeciarze bez doświadczenia
W ubiegłym tygodniu ta grupa przyszła do nas do goprówki. Chcieli, żeby im opowiedzieć coś o GOPR-ze i o warunkach w górach - opowiada Łukasz Derwich, dyżurny ratownik GOPR w Rejonowej Stacji Ratownictwa GOPR w Ustrzykach Górnych
Odradzaliśmy im wyjście w wysokie góry ze względu na bardzo trudne warunki. Swojego wyjścia na Bukowe Berdo nie zgłosili do nas. O tym, że tam są, dowiedzieliśmy się w poniedziałek rano, gdy wezwali pomoc - mówi Derwich.
Ja takich ludzi określam mianem "gadżeciarze". Rodzice kupili im dobry sprzęt, ale trzeba jeszcze wiedzieć, jak go użyć. Wybór miejsca na biwak był pierwszym błędem. Gdyby namioty postawili na granicy lasu lub w lesie, mieliby zupełnie inne warunki. A oni postawili namioty na grani, gdzie porywy wiatru dochodziły do 100 km na godzinę - wytyka goprowiec i dodaje, że część sprzętu uczestnicy pozostawili na górze. Ratownicy zgodnie przyznają, że znów zabrakło wyobraźni. - Jakie doświadczenie może mieć 20-letni instruktor? - pytają.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,126565,13355309...#ixzz2K7U13j1e