Nie dalej, jak w sobotę, byłam na Hali Krupowej, w masywie Policy. Mgła, ciemność, zerowa widoczność, wiatr miotający śniegiem, na Hali jedyna droga przejeżdżona skuterem. Tyczek brak. O północy do schroniska dotarła dwójka turystów. Szukali dojścia do schroniska dwie godziny, błąkając się po zawianej i zamglonej Hali. Ślady skutera znikły dawno, nasze ślady (osiemnastoosobowej grupy!) także dawno zawiane.
Dobrze, że w ogóle udało im się dotrzeć.
Zima to nie żarty, szkoła przetrwania... Zabawa w zimę, bywa, że potrafi skończyć się bardzo tragicznie.
Oby udało się zwieźć wszystkich szczęśliwie.