Ok, przeczytałem, posłuchałem mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie, podzwoniłem i oto jestem.

Z własnego doświadczenia wiem, że nie ma co wierzyć TYLKO I WYŁĄCZNIE doniesieniom medialnym. Wczoraj rano w radiu (Program Trzeci PR) słyszałem, że są to dzieci po 10-12 lat, tak pisała też gazeta.pl. Wieczorem już mowa była o licealistach. No ja dwunastoletniego licealisty nie widziałem.

Pomijając już to co wyżej. Nie podoba mi się podejście, żeby "nie panikować, bo po to są GOPR-owcy, żeby działać w takich przypadkach". To mniej więcej tak, jakby biegać po wsi z pochodnią, podpalać stodoły i krzyczeć, że "po to są strażacy, żeby gasić".

Owszem, nikt nikomu nie broni chodzenia po górach w zimę, nawet w ekstremalnych warunkach. Sam bym pewnie chętnie poszedł z grupą, ale raczej doświadczonych osób, kolegów, osób odpowiedzialnych, takich, którym ufam. Taki przypadek jak ten z wczoraj pokazuje, że niektórzy myślą inaczej.

Nie chcę wchodzić w szczegóły, czy to słusznie, że nie mieli opiekuna na miejscu, a jeśli mieli, to czy on był przygotowany. Oczywiście dobrze, że zadzwonili po GOPR, a nie zgrywali twardzieli, bo wtedy mogłoby się zakończyć tragedią, trzeba sobie jednak zadać pytanie "Co mogli zrobić lepiej?" albo "co w przyszłości mogą zrobić, żeby podobnych sytuacji uniknąć".

Uważam że bardziej nalezy piętnować przypadki gdzie doszło do rażącego zignorowania zasad bezpieczeństwa (nieodpowiednie obuwie, odzież itp), niż takie, jak ten o którym tu dyskutujemy. Tylko temu, kto nic nie robi, nie przydarzają się wypadki. Powinno się nie oceniać, a raczej wyciagac wnioski.
Otóż to.