Ten przypadek to nawet nie było bieganie - on się wybrał na szybkie jednodniowe wejście zimowe w rejon Czerwonych Wierchów. Z żoną. A żona nie biegaNo skończyło się sprowadzeniem przez TOPR - na dole byli ok. 2 w nocy. Na górze czekali chyba 4-5 godzin na TOPR'owców bo była mgła i śnieżyca - zatem dojście i znalezienie ich trwało. TOPR'owcy jak ich zobaczyli to nieźle klęli bo w tym dniu w zasadzie nikt nie powinien w góry wychodzić - a tym bardziej z tak małym zapasem ubrań i jedzenia (bo z tego co pamiętam to wzięli typowe zestawy biegaczy, czyli wyłącznie batoniki).
I pomyśleć że ten człowiek zdobył… 8-tysięcznikAle też miał fuksa, bo jeszcze 2 lata wcześniej wogóle nie chodził po górach. A na wyprawie tylko jemu udało się zdobyć szczyt.



Odpowiedz z cytatem