27 sierpnia z kolegą BieszczadniętyW idąc na mały rozruch po przyjeździe w Biesy weszliśmy na Jeleni Skok. Na 2 piętrze wieży widokowej zastaliśmy 3 turystów. Cześć, cześć i okazuje się że jedna z turystek leży na drewnianej podłodze i zwija się z bólu. Rzuciłem jakiś tekst, że pora wstać, a tu informacja że ona nie może wstać, bo jest mocno kontuzjowana. Chciała się oprzeć o drewnianą barierkę, a niestety deski podestu były mokre, nogi pojechały i uderzyła się plecami w barierki podestu. Jej towarzysze powiedzieli, że już zadzwonili do GOPR-u i ratownicy są w drodze. Widząc jej ból zaproponowałem mocny środek przeciwbólowy, ale pierwsza reakcja była - oni już są w drodze. Ale dojazd z Cisnej trwa kilka minut, więc po kilku minutach łyknęła tabletkę i na plecy przyjęła Altacet w spray-u.
Po 20 minutach przybyli ratownicy z GOPR, ale nie mieli ratownika medycznego, bo był na innej akcji i okazało się, że uraz turystki jest tak bolesny, że nie sposób było jej położenie na desce ratowniczej i zwiezienie quadem do Cisnej.
Goprowcy wezwali śmigłowiec i pomimo niskiego poziomu chmur po niecałych 2 godzinach przyleciał. Wcześniej usunęliśmy gałęzie znad platformy widokowej, aby możliwy był zjazd na linie ratownika medycznego z noszami.
Po rozpoznaniu terenu ratownik sprawnie wylądował na platformie. Szybko zaopatrzył poszkodowaną i zabrał na pokład śmigłowca. Trafiła do szpitala, ale następnego dnia wróciła do bazy. Od partnera turystki wiem, że było to tylko mocne stłuczenie, ale dla niej był to już koniec wędrowania po Biesach.


Odpowiedz z cytatem