Mam wrażenie że się cały czas rozmijamy w celach, pytaniach i przykładach. Ty o czym innym, ja o czym innym
Zacytowany przepis owszem, nie ma zastosowania do golasa ale do tych co im się fasiągi na asfaltowej drodze skończyły i im podobnych już tak. Nad golasem z kolei ubolewam że nie ma na niego bata tak jak jest na niefrasobliwego kierowcę powodującego wypadek. Mama z wadliwym GPS'em podlega pod wypadek podobnie ty jak ci wiatr poniesie WIGówkę i kompas z zimna pęknie, pomijając fakt że historia z mamą jest ciut naciągana albo wybrakowana ze szczegółów bo jak jest zasięg komórki to jest triangulacja a nie śmigłowiec z termowizją, komórka ma własnego dżipsa w większości przypadków (szczególnie u mamusi z autem który takiego dżipsa ma) i zakopany samochód nie jedzie ale nadal grzeje więc nikt nie zamarznie. I nigdzie nie napisałem że głupota jest przywiązana go gór tylko że odnoszę wrażenie że walka z nią w tym rejonie idzie najsłabiej.
A pytanie nie było o popularność idei płacenia za akcje ratownicze w górach tylko o rzekomą popularność doniesień o bezpodstawnych wezwaniach służb górskich względem innych służb więc twoja teoria, jakkolwiek słuszna w moim odczuciu, na pytanie owo nie odpowiada.
I wreszcie - myślę że dla wygody dalszej dywagacji winniśmy rozróżnić dwa przypadki. Pierwszy - podpadający pod cytowany przeze mnie wcześniej paragraf czyli zagrożenia życia nie było. Tu uważam że tak jak w przypadku strażaków czy policji winny ma pokryć koszta bezpodstawnej akcji. Drugi - gdzie, fakt, z głupoty ale do zagrożenia życia jednak doszło (golas, zwichnięcie w adidaskach na śniegu, podlodowy nurek wbrew woli itp) czyli akcja ratunkowa "w gratisie" ale równolegle powinien istnieć paragraf co by tą głupotę ukrócić. Czyli to co wspomniałem wcześniej - "pochopnego" kierowcę ukrócić się da np art.86 kw a golasa ukrócić się nie da co mi wybitnie w zębach zgrzyta. Co samo z alkoholem - pojedziesz na fleku, owszem, wytną cię z auta w gratisie ale mandat dostaniesz. Łódeczka - to samo. Wyłowić cię wyłowią ale grzywna będzie. A w górach? Jak cię nie dorwą na "spożywaniu w miejscu publicznym" to hulaj dusza piekła nie ma. Wyjątek zdaje się stanowią narciarze i snowboardziści bo kiedyś mi się obiło o uszy że miał wejść paragraf na szusowanie pod wpływem ale finalnie nie wiem czy to przeszło czy nie.


Odpowiedz z cytatem