Spędzałem kiedyś Wielkanocny łikend na Ukrainie. Na granicy pustki a więc szybka teleportacja.
W Wielki Piątek sklepy (i transport) funkcjonowały normalnie ale po południu wszystko ucichło na głucho.
W sobotę podobnie z tym że wieczorem ludzie szli do cerkwii z własnymi "dywanami"
Restauracje i bary - nieczynne.
W Niedzielę ludzie spotykani na drodze pozdrawiali nas pozdrowieniem "Christos Woskries"


Odpowiedz z cytatem