O godzinie 17 zakończyło się gaszenie płonących traw na przełęczy między Tarnicą, Haliczem i Krzemieniem. Pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego będą dyżurować i pilnować, czy ogień znów się nie pojawi.
Strażacy z Ustrzyk Dolnych zostali powiadomieni, że palą się trawy między Tarnicą, Krzemieniem i Haliczem około godziny 13. Ogień jako pierwsi zauważyli pogranicznicy i to oni wezwali straż .
Jak poinformowali "Gazetę", linia ognia miało około 1 km długości, a płomienie sięgały 2 metrów. Pożar gasiło kilkudziesięciu pracowników Bieszczadzkiego Parku Narodowego, strażacy zawodowi z Ustrzyk Dolnych oraz strażacy ochotnicy z Lutowisk, Ustrzyk Górnych, Stuposian, Wetliny. Pomagało im kilkudziesięciu funkcjonariuszy Straży Granicznej. Goprowcy z Ustrzyk Górnych zabezpieczali akcję od strony medycznej. Ponieważ pożar wybuchł w terenie, do którego nie mogą dojechać żadne pojazdy, nie można było dowieźć wody do gaszenia, pożar trzeba było gasić ręcznie używając tzw. tłumnic.