Marcin
Człowiek jadący kładem robi więcej szkód niż idący pieszo. Czterech ludzi jadących samochodem ofrołdowym robi więcej szkód niż idąc pieszo... Rafale Drogi, latający miłośniku gwiazd i terapeuto niewyżytej młodzieży pomyśl zanim stukniesz kolejne kilka bzdur w wątku, który się tyczy pierwszego razu.
Marcin
Czołem!
Chciałem dać znać, że mi się udało :) Przeszedłem większość granicznego (od Łupkowa do Tarnicy) i przeżyłem niesamowitą przygodę :) Lekko nie było, bo plecak ważył prawie 25kg na początku, a upały też nie pomagały, ale przeżyłem :D Szedłem w sumie 5 dni. Noclegi miały być na dziko, ale prawdę mówiąc nieco odwagi mi zabrakło i miałem tylko jeden nocleg totalnie na dziko, zaraz pod Rabią Skałą, a tak to nocowałem np. w Balnicy, Roztokach Górnych, Ustrzykach Gónych. Jednak taki nocleg na dziko, w górach z pięknym widokiem to niezapomniane przeżycie. Zachód i wschód słońca to coś cudownego! Ogólnie to jestem oczarowany Bieszczadami i na jesieni do nich wracam :) Tym razem z kompanem więc będzie trochę raźniej. Jak macie jakieś pytania, to piszcie. Chętnie na nie odpowiem, ale dokładnej relacji nie chce mi się pisać, bo przez te parę dni po powrocie już się tyle naopowiadałem, że mam dosyć :P
Pozdrawiam.
Mi również wypadł nocleg na platformie widokowej na Rabiej Skale, ale muszę się przyznac, że całą noc miałem zarwaną z powodu zwierzątek, które miały schronienie pod tą platformą. Najprawdopodobniej były to łasice, którym podnająłem lokal. No cóż one były u siebie, a ja byłem intruzem i gdy tylko zrobiło sie cokolwiek widno szybciutko ruszyłem dalej w dalszą drogę. Po latach miło wspominam to zdarzenie, ale wtedy nie byłem zadowolony.
Idąc od zachodu, rozbiłem się jakieś 15 minut przed tą platformą widokową. Nie wiem dlaczego, ale z tego co pamiętam, to najpierw wyszedłem na szczyt, gdzie było oznaczenie, że to Rabia Skała (i właśnie za tym szczytem, jakieś 5 minut na wschód się rozbiłem) a już następnego dnia, po 15 minutach doszedłem do platformy, a właśnie na niej planowałem początkowo spędzić noc.
Nocleg przebiegł w miarę spokojnie. Bałem się zwierząt, ale był spokój. Jedynie 2 razy musiałem jakieś gryzonie odganiać. W sumie to niewiele spałem, bo raz, że namiot rozbiłem na wielkich kępach trawy, i za bardzo nie było się gdzie rozciągnąć, więc spałem skulony w rogu namiotu, a dwa, że mimo 5 podkoszulek, swetra i kurtki, było mi zimno (śpiwór mam do wymiany :P). Wstałem o 4:10 i rozkoszowałem się widokiem. Coś niesamowitego! Szczególnie moment, kiedy pierwszy promień słońca przebił się zza gór. Koło 5:30 byłem już spakowany, ale zostawiłem plecak, zabrałem butelkę, termos i wyruszyłem z powrotem do Dziurkowca, gdzie pod szczytem było zarąbiste źródełko z wodą, które pod wieczór, poprzedniego dnia uratowało mi życie...: Maszerowałem około 3h bez wody, bo 2 źródełka, na które liczyłem (jedno było chyba za Palnicą) okazały się niewielkimi kałużami... Nauczka dla mnie. Ale dźwięk wody, odbijającej się od skał, po kilku godzinach marszu bez kropli w ustach i z nastawieniem, że pewnie i to źródło będzie wyschnięte, zapamiętam na długo. CUDOWNY odgłos :)
Ogólnie to te dwa dni wspominam najmilej, mimo tego, że były najcięższe :)
Pierwszy dzień po przyjeździe spędziłem w schronisku "Koniec świata" gdzie bardzo miło mnie przywitano :) Jeśli dobrze pamiętam, to Pan Łukasz tam urzęduje. Fajny facet :)
Drugi dzień, do próba dojścia do granicznego :P Od schroniska, szedłem taką drogą obok wyrębów lasu. W pewnym momencie powinienem odbić gdzieś na szlak, ale nie zauważyłem oznaczeń i będąc już prawie na granicy, niemal zawróciłem i w konsekwencji wyszedłem gdzieś przed Wolą Michową (szedłem obok wielkich kotłów, gdzie wypala się chyba węgiel drzewny?). Tutaj kolejna nauczka, aby zainwestować w kompas. Na szczęście, trafiłem na miłego pana, który podwiózł mnie wozem do sklepu w Woli Michowej i tam przy piwku Karpackie pogadaliśmy trochę i dowiedziałem się dokładnie gdzie jestem. Z Woli Michowej odbiłem na żółty szlak, którym doszedłem do Balnicy (bardzo fajne miejsce i mili ludzie :) ).
Później już szedłem cały czas granicznym, aż do Wielkiej Rawki. Po drodze, zatrzymałem się w Roztokach Górnych. gdzie spędziłem dwie noce, bo popsuła się pogoda. Ale nie żałuję, bo razem z grupą, która konno jeździ po Bieszczadach (byli chyba z Żubracza" zrobiliśmy bardzo fajne ognisko :)
Potem były dwa dni ciężkiego marszu z noclegiem na dziko, o którym pisałem na początku. Zatrzymałem się w Roztokach Górnych i kolejnego dnia, wyszedłem na Tarnicę. Ten dzień też był ciekawy, bo od połowy drogi obserwowałem niebo i analizowałem, w którą stronę przesuwa się burza. Na szczęście przeszła obok Tarnicy i spokojnie wyszedłem na szczyt. Posiedziałem tam z 45 minut i co najlepsze, przez większość czasu byłem sam, bo wszystkie wycieczki szkolne wystraszyły się burzy i deszczu. Wszędzie do okoła grzmiało, waliły pioruny i padało, a tylko nad Tarnicą było piękne, niebieskie niebo. Niesamowity widok. Oczywiście do czasu, bo schodziłem do Wołosatego podczas burzy.
Tak w sporym skrócie wyglądała moja wyprawa. Na szlaku (od Łupkowa do Wielkiej Rawki) przez te kilka dni, spotkałem jakieś 4 osoby. Także ogólnie wielkie pustki :) Kilka razy miałem kontakt z jeleniami i raz z łosiem (tuż przed Balnicą, stał na torach). BYło niesamowicie i najprawdopodobniej wracam pod koniec września :)
Właśnie tutaj się rozbiłem na dziko. Po lewo i trochę w dół stoku. Taki miałem widoczek rano :)
A tu na słowacką stronę.
I jeszcze widok z Tarnicy.
![]()
to niech Ci się zachce :P co to za lenistwo się szerzy!!
relacja ma być i już)
ech-proszę i błagam o więcej opisów.dopiero w grudniu tam będę![]()
Wspaniała wycieczka! Fajnie, że Ci sie udało. Czytałem to krótkie streszczenie z ciarkami na skórze, bo to moje ulubione rejony. Miło powspominać. Tym bardziej, że 20. maja byłem na Płaszy i na Dziurkowcu i jeszcze mam przed oczami tą nie do końca rozwiniętą zieleń na tych stokach. Dzięki!
Widzisz Cranku !
Jednak dałeś rady.
Dałeś rady przejść i dałeś rady skrobnąć relację którą przeczytałem z zainteresowaniem.
Myślę że ty więcej potrafisz tylko nad wiarą musisz popracować.
Dotknąłeś zaledwie kilku procent, a całe morze przed Tobą .
Powodzenia
Piszesz że o Oqurwieńca było fajnie :
Możesz czasem zaglądnąć na stronęPierwszy dzień po przyjeździe spędziłem w schronisku "Koniec świata" gdzie bardzo miło mnie przywitano :) Jeśli dobrze pamiętam, to Pan Łukasz tam urzęduje. Fajny facet :)
http://www.oqrwieniec.pl/
Ostatnio edytowane przez don Enrico ; 15-06-2011 o 21:15
Witam ponownie!
Za kilka dni jadę ponownie w Bieszczady, bo dłużej nie wytrzymam. Tym razem będę miał ze sobą jeszcze dwóch kompanów, więc będzie dużo raźniej wędrować.
Póki co mam zarys trasy mniej więcej taki, że startujemy z Komańczy czerwonym szlakiem i idziemy nim cały czas aż do Ustrzyk Górnych. Później Tarnica i dalej chciałbym iść na wschód tak aby dojść na ten cypel Polski w okolicach Sianek. Możecie mnie nieco nakierować, gdzie mam się kierować zaczynając od Tarnicy i na co zwrócić uwagę na tej trasie? Oczywiście sam będę szukał wszystkich informacji, ale wolę zapytać się jeszcze Was :)
Jak myślicie, na ile dni jest to trasa?
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)