Proszę, przeoczyłam taki fajny wątek :)
Z racji tego, że reprezentuję warszawskie SKPB, tez coś dorzucę.
Otóż styl chodzenia po górach każdy przewodnik ma ciut inny. Jeden będzie napieraczem i przegoni grupę tak, ze wieczorem padnie. A drugi będzie pozwalał na rozwałki i podziwianie widoków.
Wczesne pobudki i wczesne wychodzenie są zasadne z punktu widzenia bezpieczeństwa w górach i może jest to truizm, ale jak każdy truizm - sprawdza się w praktyce. Wiele razy było tak, ze wczesne wyjście uratowało jakąś podbramkową sytuację.
Ja osobiście na moich obozach podrywam grupę wcześnie (Łukasz coś o tym wie :)) ale jakoś nie słyszałam złych słów z tego powodu (może bluzgają za moimi plecami). Duch Krygowskiego nade mną lata i mówi - wychodź tak, żebyś usłyszał pierwszego porannego ptaka. Niestety - nie udało mi się jeszcze tego ideału zrealizować :)
Co do alkoholu. I tu też podejścia są różne. Znam i ortodoksów w tej sprawie, a także i luzaków. Zasada jest jedna - na naszych wyjazdach nie używamy alkoholu pod żadną postacią. Ja osobiście uważam, że wszystko jest dla ludzi, ale obciążanie się puszkami piwa czy też flachą w górach - to zbędny ciężar. Co innego po zejściu z gór - szkoda by było, kończąc wyjazd np w takim Lwowie czy innym Kotorze nie napić się Obołonia, czy też genialnego czarnogórskiego wina. Ale podkreślam - po ostatecznym zejściu z gór.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Ludzie, których bierze się na wyjazd to nieznajomi. Nie wiemy, jak zareagują ich organizmy na nawet małą dawkę alkoholu w stanie zmęczenia. Po co mieć kłopoty z tym związane, ze np ktoś zacznie schodzić albo wygeneruje sobie inne kłopoty zdrowotne w sercu gór. Narobi kłopotów mnie, jako przewodnikowi oraz całej grupie.
Dlatego staramy się stworzyć taką atmosferę, żeby zabawa była dobra bez alkoholu. I nie jest to kwestia "na siłę". To znaczy - prowadzę obozy od lat i chyba nigdy nie usłyszałam od uczestnika, w środku gór, np przy ognisku w Gorganach - ech, napiłoby się piwka. Po prostu tworzy się taką atmosferę, że jest fajnie bez alkoholu i nie ma takiej potrzeby, aby po niego sięgać.
Nie wiem dlaczego, ale ten temat jest bardzo drażliwy i wywołuje zawsze strasznie dużo sporów, dyskusji, róznicy zdań i takich innych. Ileż ja się nadyskutowałam z eskapegolami z Krakowa :)
nie podnoszę tu tematu alkoholu na kursie, który to temat jest jeszcze bardziej zapalny :)


Odpowiedz z cytatem