Dla mnie też to było dziwne i nie spodziewałem się tego. Bo do tej pory traktowałem Bieszczady wyłącznie turystycznie i przygodowo, tak, jak Wy. Dopiero potem, gdy wracałem, zrozumiałem, że dzięki temu uzyskałem coś niesamowitego. Inicjacje z zasady nie są przyjemne, bo one polegają na trudnościach. Im większe trudności, tym większe zadowolenie po przejściu inicjacji.
Przygody stanowią w Bieszczadach pewnego rodzaju wabik, ale jeśli ktoś przekroczy pewien pułap ich intensywności - to automatycznie jest to traktowane jako pierwszy etap inicjacji, którego drugim etapem jest, niestety, totalna beznadzieja. Wy widocznie jesteście jeszcze na etapie wabika.



