Dziwne! Od kilkunastu lat przybywam w Bieszcady by ładować akumulatory. Nigdy mnie w Bieszczadach nie dopadała żadna depresja, nigdy z ich powodu nie miałem doła. Czasami jestem wkurwiony ale tylko i wyłącznie na siebie, a nie na góry. Jestem zdenerwowany tym, że brak mi kondycji, że mam nadwagę. Że brak mi czasu i kasy by zobaczyć to czy, coś innego. Tak więc zgadzam się z Dertym, że to jest "nizinna zaraza". Swego czasu też mnie nachodziło by być takim jak byli Jędrek i Inni z jego grona. W tej chwili mam nastoletnie dziecko i doprowadzenie jego do dorosłości uważam za najwazniejsze. Co zaś do harcerstwa, też byłem harcerzem i teraz myślę, że niewiele z niego wynioslem, ale to było za "komuny" i być może wynika to z tamtych czasów.


