hm... w Bieszczadach byłam kilkakrotnie, raz z bardzo ciężkim "bagażem" wydarzeń w życiu osobistym, ale nawet wtedy nie było mowy o jakiejś beznadziei...jeśli przebywam w pięknym miejscu, z fajnymi ludźmi to po prostu zostawiam ten "bagaż" za sobą i ciesze się chwilą.
I chyba bardzo mi się podoba pozostawanie na "etapie wabika"