To mnie zdumiewa. Byłem tam jeszcze późnym latem tego roku, właśnie przed Bieszczadzką Inicjacją, i nic nie wskazywało na rychły koniec.
Co Wy tak ciągle z tym lansem? Pisząc, że będę chodził do bieszczadzkich knajp, miałem na myśli to, że bynajmniej nie będę się izolował. Gdzie mam się spotykać ze znajomymi w szerszym gronie? Zresztą ja te miejsca po prostu lubię. Chodzić w miejsca spotkań publicznych nie po to, żeby sobie pogadać, tylko żeby sobie zwiększyć popularność - cóż za pomysł. Pomijam już fakt, że między lansem a dawaniem przykładu jest pewna różnica - bo wyraźnie dzisiejsi ludzie jej nie rozumieją.chyba że mas plany lansu w mireczkowych następczyniach prlu, czyli w bieszczdzkiej i w karczmie w przysłopiu
Mam parę innych, dużo skuteczniejszych sposobów na budowanie legendy zakapiorskiej i odradzanie atrakcyjności tego stylu życia. Na razie ich nie zdradzam - to tajemnica firmowa. Bardzo się przydadzą, bo podobno nowe pomysły w Bieszczadach skończyły się już w l. 60. Pomysł mój nosi nazwę "Tajemnica leśnej głuszy".
Ideowcem, nie idealistą. "Wystrychnąć na dudka" też brzmi podobnie, jak "wydudkać na strychu" - ale znaczy całkiem co innego. Idealista to ktoś, kto wyobraża sobie świat lepszym, niż jest w rzeczywistości, idealnym. Ideowiec to ktoś, kto w życiu kieruje się ideami.
Widzę, że się bardzo różnimy, bo ja uważam, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Ma się szacunek lub nie w zależności od tego, jak się człowiek zachowuje. Jeśli zachowuje się nieodpowiednio, to szacunek do niego powinien być... ujemny. Inaczej po prostu nie opłaca się pracować nad sobą, budować tożsamości turystycznej, poznawać świata - bo po co, skoro do tego trzeba dokładać, a szacunek jest taki sam, jak do tych, którzy tego wszystkiego nie robią? Mało tego - wtedy to ci, co wkładają ten wysiłek, uważani są za głupio męczących się frajerów i pogardzani. Albo będą pogardliwie traktowani ci, którzy wypracowaną przez kogo innego tożsamość i odkryte przez kogo innego miejsca uważają za rozrywkę - albo ci, którzy poświęcają swój czas, energię i środki finansowe na budowę tego wszystkiego. Nie może być szacunku do wszystkich, tak samo, jak nie można równocześnie akceptować uczciwego i złodzieja.Co do turystów, to uważam że należy ich szanować bez względu na liczebność. (turyści masowi to już 1000 czy może 10000? - nie popadajmy w absurd).Każdy obywatel Polski (i nie tylko) ma prawo przyjechać w Biesy i wejść na Tarnicę. I może to zrobić w trampkach albo nawet w butach na wysokim obcasie (widziałem) lub bez czapki w zimę, w cinkiej kurteczce (też widziałem - porzyczałem moją). Byleby przestrzegał regulaminu BPN. Może nawet zjeść na szczycie kilo zwyczajnej i popić puszką coca coli, ma do tego pełne prawo, ma też prawo do szacunku.
Nie lubię też sposobu myślenia, w którym pierwsze miejsce przed obowiązkami zajmują prawa. Zwłaszcza takie kupowane za pieniądze, jak w tym wypadku. Właśnie z tym mam zamiar podczas mojego pobytu w dziczy walczyć.
Masowa turystyka nie polega na liczbie, tylko na tym, że tacy turyści stanowią anonimową masę, tj. mają cechy socjologiczne tłumu. Umasowienie turystyki zaczyna się zawsze od tego, że zamiast jakości zaczyna liczyć się ilość. Powodem tego z reguły są pieniądze.
A kto powiedział, że z małymi dziećmi powinno się móc dojść wszędzie? (Chociaż znam wyczynowca, co małą córeczkę nosił po górach w koszyku.) Może zróbmy jeszcze kolejkę linową na Mt. Everest, bo tam jeszcze rodzin z małymi dziećmi nie było. Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. Powoduje to, że bardzo wielu wartościowych ludzi odwraca się od instytucji rodziny ze wstrętem. Albo wartości, albo - rodzina. Idiotyczne!Moje obecne wyprawy w Biesy też nie wyglądają jak kiedyś. Jak się ma małe dzieci, to turystyka wygląda już inaczej.
Ludzie nawet nie zauważają, jak z "wyższych pobudek" zaczynają powoli wsiąkać w konsumpcjonizm. Ale Twojego przypadku nie znam i sam sobie odpowiedz na to pytanie.Ale czy to, że nie zakładam już ciężkiego plecaka na plecy i przyjeżdżam samochodem to znaczy, że ja też według Ciebie należę do "stonki"?
Przyrodnicze odrodzenie Bieszczadów to skutek powojennego wysiedlenia. A ludzie w PRL-u od czasów Gierka też mieli się przeciętnie lepiej, niż przed wojną - z czego bynajmniej nie wynika, że PRL był świetny i tak powinno zostać. Po prostu, świat poszedł trochę naprzód.Nie wiem co masz na myśli o odrodzeniu się Bieszczadów? Bo przyrodniczo Biesy wyglądają lepiej niż niż przed wojną. Ludziom też żyje się latwiej niż wtedy.
Ja mam na myśli odrodzenie koncepcji Bieszczadów jako polskiej stolicy niezwykłości.



Odpowiedz z cytatem