Jaką przyszłą książkę masz na myśli? Od K. McCandlessa, bohatera książki Krakauera, różnię się pod wieloma względami, głównie tym, że z tego co o nim wiem, mam więcej doświadczenia i rozwagi. Nie mam też skłonności do panikowania. Ja sobie świetnie zdaję sprawę, że życie na łonie natury nie składa się z samych blasków. Kłopoty też są, tylko inne - zaopatrzenie się bezpośrednio w żywność, strzeżenie jej przed szkodnikami, budowa mrozoodpornego domu, dzikie zwierzęta i dzicy ludzie, wreszcie - trudności w uzyskaniu w razie czego pomocy.
Każda inicjacja polega na przemianie psychicznej. W tym wypadku przemiana ta była dwuczęściowa - za pierwszym razem przygoda goniła przygodę, jak w powieści. Za drugim myślałem, że będzie tak samo, ale opadła mnie beznadzieja, że nie miałem ochoty na nic zupełnie, a piękne krajobrazy wcale tego nie zmieniały. Ostatecznie w drodze powrotnej pojawiło się jednak nieznane mi dotąd, zdumiewające uczucie, które uznałem za koniec inicjacji i jej rezultat. Spotkanie z misiem było jedną z wielu przygód pierwszej części inicjacji (i jednym z 3 niebezpieczeństw, które udało mi się ominąć). Ze zmoczoną mapą wiązał się właściwy początek drugiej części inicjacji. Ale to nie był właściwy powód. Raczej kamyczek, który poruszył lawinę, która i tak musiała spaść. Nie byłoby mapy, byłoby co innego. Na początku nic z tego nie rozumiałem, bo nie mieściło mi się w głowie, żeby popaść w takie przygnębienie z tak błahego powodu.
Inicjacja sieroca to nie inicacja, tylko trauma. Polega ona na strachu i niepewności, nie na poczuciu bezsensu wszystkiego (tzw. ból egzystencjalny). Może jedynie powodować przedwczesną dojrzałość psychiczną, co nie jest zdrowe. Czyli w sumie nic nie daje.


Odpowiedz z cytatem