W mojej książce jest zawarta szersza wersja informacji na ten temat, i przez to poszerzenie spodziewam się, że więcej ludzi przypomni sobie to i owo i się ze mną zgodzi.
Nie można powoływać się na źródła pisane, pisząc coś po raz pierwszy. A brak pokrycia w literaturze to nie to samo, co brak pokrycia w faktach. Ludzie, którzy pamiętają pokolenie westmanów - zwłaszcza najmłodsze roczniki, te z okresu "Solidarności" i potem - zgadzają się z tym, co piszę w książce. I nie jest to "wypowiadanie się za całe społeczeństwo", tylko opisywanie, jak się to społeczeństwo pamięta. Pamięć to nie jest też to samo, co współczesna wizja.
To nie jest niespójność, bo czym innym jest emocjonalna fascynacja, a czym innym - naukowa wiedza, którą zresztą wskutek działań cenzury nie bardzo było jak zdobyć.Za pomocą ctrl+f wyszukałam w Twojej książce słowa zaczynające się od "łemk.." i znalazłam tam takie zdanie: "Wiedza na temat Łemków i Bojków nie była w środowiskach turystycznych duża" a tu na forum napisałeś, że fascynowano się nimi -więc też jakaś niespójność.
Nie, dlatego, że za "zabawą w przebierańców" w tamtych czasach nie stała sama tylko fascynacja czy zamiłowania rekonstruktorskie, lecz także tożsamość zastępcza, wiążąca się z antykomunizmem. Tę funkcję spełniał Dziki Zachód jako taki, nie jakieś miejscowe surogaty.Wydaje mi się, że w tamtych czasach nie fascynowano się właśnie kulturą bojkowską (a łemkowską już w ogóle) w Bieszczadach -gdyby tak było starano by się jakoś upodobnić do nich w jakiejkolwiek dziedzinie a nie tworzyć zupełnie inną -nową kulturę na kształt dziki zachód.
Zresztą gdyby w tamtych czasach przebierano się za Łemków czy Bojków, to nie miałoby to wiele wspólnego z historyczną prawdą. Przykładem, jaka była wówczas wiedza o kulturze materialnej górali ruskich, są świeczniki huculskie Jędrka Połoniny - z umieszczonymi u dołu sylwetkami zbójników zachodniokarpackich. Choć, prawdę mówiąc, w tamtych czasach to nie był problem - niedostatki w wyposażeniu nadrabiano powszechnie wyobraźnią, jakiej już dziś raczej brak...
Na pewno nie, bo większości z tego, co napisałem, nie puściłaby w PRL żadna cenzura. Ponadto moja książka nie traktuje głównie o projektach zagospodarowania Bieszczadów, tylko o czymś trochę innym. No i duża część mojej książki dotyczy czasów późniejszych, po tzw. obaleniu komunizmu. Tylko podstawy światopoglądowe są u mnie prawie takie same. Choć ludziom, którzy nie znają tych spraw i są one dla nich nowe, to właśnie one rzucają się w oczy. Przykre, że kultura inteligencji sprzed zaledwie 20 lat wydaje się dziś całkiem egzotyczna i obca.Większość Twoich myśli Włóczykiju jest niemalże zaczerpniętych z (swoją drogą bardzo interesującej) książki Rygielskiego "Spór o Bieszczady".



Odpowiedz z cytatem