Pokaż wyniki od 1 do 10 z 1033

Wątek: Zostać zakapiorem

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Postów
    81

    Domyślnie Odp: Zostać zakapiorem

    Zakapioryzm się ostatnio rozwija nawet w dużych miastach, wypierając tzw. realizm (kult pieniądza, przyjemności i wygody), niemający nic wspólnego z realizmem. Po pierwsze, pojawiła się pewna liczba młodych ludzi, żyjących na dziko na opuszczonych działkach. Po drugie, coraz częstsze jest korzystanie z roślin dziko rosnących lub zdziczałych i coraz więcej ludzi się tego uczy. Do niedawna był to wstyd i obciach, bo dominował konsumpcjonizm, według którego pozyskiwanie żywności z przyrody to przejaw "wieśniactwa" albo nieudacznictwa, polegającego na tym, że kogoś nie stać, żeby kupić.
    Moi znajomi zebrali w zeszłym roku po 20 kg orzechów włoskich na nieużytkach. Ponadto zbierali różne inne rośliny sadownicze, a także te, których próżno szukać w uprawie towarowej, przynajmniej na większą skalę, jak rozmaite jarzębiny, czeremcha amerykańska, dereń, głóg amerykański, rokitnik, kolcowój, sumak octowiec, topinambur, rdestowiec, portulaka, szarłat szorstki. Ściągali również na przedwiośniu sok z brzóz i syrop z klonów jesionolistnych, który jest najgęstszy ze wszystkich syropów klonowych.
    W tej sytuacji twierdzenie niektórych rozmówców, że Bieszczady są dziś zbyt zaludnione, żeby można było być zakapiorem, wydaje się śmieszne. Jakie miejsce może być bardziej zaludnione od wielkiego miasta?

    Ciekawy artykuł:
    http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa...jadalnych.html
    Miastożercy chodzą po mieście i szukają jadalnych roślin

    Anna Szawiel 2013-08-03

    - Znam ludzi, którzy co roku ze zdziczałych podmiejskich sadów przywożą sobie zapas jabłek na całą zimę - mówi Joanna. Wraz z innymi zbieraczami penetruje Warszawę w poszukiwaniu jadalnych roślin. Między blokami, przy torach, na opuszczonych działkach
    - Nie zdradzę ci, w które miejsca chodzę - mówi Gosia Ruszkowska, współautorka bloga Miastożercy, która rośliny w mieście zaczęła zbierać kilka lat temu. - Często trzeba trochę poszukać, działki są pogrodzone, ale superdzikie. Wyglądają jak raj. Wchodzisz tam i myślisz: chciałabym, żeby to takie pozostało.


    - A wy zaraz zrobicie "Spacerownik po dzikich działkach" i za rok żadnych dzikich działek nie będzie - dodaje Joanna.

    Babka lancetowata kusi

    Obie wraz z innymi zbieraczami skrzykują się na Facebooku w grupie Ogródkowanie bez cukru. Na podstronie Zbieracz Warszawski można umówić się na wspólny wypad po owoce, ale lokalizacje mają zaszyfrowane nazwy. Niewtajemniczonym Bentlej czy Sad nic nie powiedzą. - To całe świrowanie ze "zbieraniem plonów z betonu" zaczęło się, kiedy dostałam od kogoś syrop z czarnego bzu - opowiada Gosia. - Jest tak cudowny, że postanowiłam sama podobny zrobić i poszłam szukać tego bzu. Okazało się, że w Warszawie rośnie niemal wszędzie. Mam już około 20 słoików.

    Ponieważ zawodowo zajmuje się przewodnictwem po Warszawie, wiele "jadalnych" miejsc odkrywa podczas pracy. - Czasem znajduję gatunki jabłek, których nigdzie już nie można kupić - zdradza. - Najpyszniejsze, jakie kiedykolwiek jadłam - małe, słodkie, twarde - znalazłam w centrum Warszawy.

    Twierdzi, że wielu ludzi wstydzi się zbierania, bo kojarzy się to z biedą. - Ale tacy jak ja cieszą się, że mają za darmo superjedzenie - mówi Gosia.

    A Joanna dodaje, że ostatniej jesieni zebrała około 20 kg orzechów włoskich.

    Gosia wraz z koleżanką prowadzi bloga Miastożercy, na którym dzieli się wrażeniami z wypadów po miejskie dobra, ale też przepisami. Na konfitury z kwiatów jaśminu czy dzikiej róży, omlet z bluszczykiem kurdybankiem, specjały z lebiody czy dzikiej marchwi. Babka lancetowata czy gwiazdnica smakują w sałatkach. - Myślę też, że każdy, kto spróbuje podagrycznika, wsiąknie - zachwala Gosia. - Jest dużo lepszy niż szpinak.

    Szczawik zajęczy uwodzi

    Restauracja Atelier Amaro, która jako pierwsza w Polsce dostała prestiżową gwiazdkę Michelina, chwali się własnymi farmami, z których pozyskuje składniki do dań. - W każdy poniedziałek szef wybiera się też po niektóre składniki do mazowieckich lasów - zdradza Krzysztof Matej z Atelier Amaro. - Na przykład po szczawik zajęczy jeździ do lasu pod Konstancinem.

    Czy szczawik zajęczy z Pola Mokotowskiego będzie równie dobry? - Owoce drzew i rośliny rosnące przy drodze zawierają ołów i inne metale ciężkie - mówi dr hab. Łukasz Łuczaj, botanik i popularyzator dziko rosnących roślin jadalnych. - Lepiej zbierać te rosnące ponad 20 metrów od szosy, np. na środku Pola Mokotowskiego. Odradzałbym jednak spożywanie surowych roślin zielnych z parków, bo mogą zawierać pasożyty z odchodów psów.

    Ale dodaje, że garść morw raz w miesiącu zebranych przy ul. 11 Listopada nie zaszkodzi.

    - Często nie zdajemy sobie sprawy, że rośliny, które codziennie mijamy, są jadalne - mówi Paulina Jeziorek, która wraz z amerykańską artystką Jodie Baltazar działa w projekcie Jadalnia Warszawa, propagującym korzystanie z zasobów roślinnych miasta. Organizują spacery po miejskich blokowiskach, na których rosną drzewa owocowe, chrzan czy "szpinak dla ubogich", czyli lebioda. W ramach Zielonego Jazdowa, letniego festiwalu w Centrum Sztuki Współczesnej, stworzyły mapę jadalnych roślin wokół Zamku Ujazdowskiego. Można z niej skorzystać. Albo samemu wyruszyć na poszukiwanie Bentleja czy Sadu.

    Kurdybanek rozkochuje

    Gosia zgadza się wziąć mnie do Bentleja. Wysiadamy z tramwaju i po 10 minutach spaceru przez park docieramy do celu. Przechodzimy przez wyrwę w ogrodzeniu i przez kładkę na kanałkiem. Kładka jest z tektury, gruzu i gałęzi. Idziemy ścieżką przez gęstwinę drzew, krzewów i zielska. Gosia przy wzroście 163 cm prawie cała się w nich chowa. Po drugiej stronie kanałku kilka domów z tarasami nad wodą, jakiś mężczyzna w niebieskich slipach, niewzruszony naszą obecnością, zamiata i pogwizduje.

    Gosia pochyla się nad pierwszą zdobyczą. - To bluszczyk kurdybanek, rośnie właściwie wszędzie, ja dodaję go do jajek - jajecznicy, sadzonych - mówi.

    Przedzieramy się przez krzewy pigw i dzikiej róży, ale owoce są jeszcze niedojrzałe. Powietrze pachnie czymś zielonym, wilgotnym i słodkawym. Wielkie jałowce, akacje i topole porastają bluszcze. Teraz rozumiem, co miała na myśli Joanna, nazywając to miejsce rajem. - Moim zdaniem to powinien być rezerwat przyrody - mówi Gosia i znów podskubuje jakieś zielsko. - Podagrycznik - wyjaśnia. - A tu masz dziurawiec, ale ja nie zbieram.

    Dochodzimy do miejsca, w którym Gosia co chwila przystaje i zrywa a to maliny, a to jabłko, a to morele. Te ostatnie pakuje do torby. - Jak myślisz, co by można z nich zrobić? Może coś z miętą? - pyta. Bo mięta też tu rośnie całymi zielono-fioletowymi polami.

    Patrzymy na orzechy włoskie, których konary, ciężkie od młodych owoców, zwisają nad ziemią. - Śliwek też jeszcze nie nazbieramy - Gosia pokazuje mi drzewo obsypane zielonymi owocami. - Ale jaki piękny sumak!

    Prowadzi mnie do drzewa, które ma włochate, brązowe wiechy kwiatów. - Będzie lemoniada - mówi Gosia.

    I opowiada mi jeszcze o słoneczniku bulwiastym, którego tu pełno i robi teraz furorę, choć był znany już w staropolskiej kuchni, a na ekotargu kilogram kosztuje 8 zł. Przy wyjściu z Bentleja znajdujemy opadłą gałąź jarzębiny z kiśćmi suchych owoców. Gosia pakuje ją do torby: - Dodam do dżemu, nada mu charakter.

    Dzika potrawa Gosi

    Składniki zebrane w mieście: bluszczyk kurdybanek, czosnaczek, podagrycznik (dla podkreślenia charakteru potrawy).

    Na początek zupełnie niedzikie cebula i czosnek. Dorzucam cynamon, kardamon, kumin. Potem kasza. Prażę ją, chyba z przyzwyczajenia. Zalewam wodą, wszystko skwierczy i paruje. Czas na zioła. Czosnaczek przyjemnie wzmaga ostry zapach, kurdybanek rozsiewa orientalne aromaty. No i podagrycznik. Dużo go, rośnie wszędzie, więc narwałam go, jakbym wpadła w dziki szał. Na koniec stali przyjaciele - tofu i ciecierzyca. Czego tu nie ma? Proszę mi powiedzieć, czy brakuje jakichś witamin, minerałów, białka? No to jeszcze słonecznik do pochrupania. "Mamo, jeszcze jest dużo?" - pyta mój syn, spoglądając na dno patelni. No, nie ma, zjedliśmy wszystko.
    A p. prof. Niesiołowski wysłał nas na szczaw i mirabelki...
    Ostatnio edytowane przez arturos25 ; 25-08-2013 o 13:20

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar delux
    Na forum od
    02.2012
    Rodem z
    piekła,cieleśnie lubuskie, sercem Teleśnica i Terka .
    Postów
    550

    Domyślnie Odp: Zostać zakapiorem

    Wszystko ładnie ,pięknie tylko gdzie tu zakapioryzm i jeszcze jakiś miejski? ...chodzenie po dzikich ogródkach zwłaszcza w miescie, i zbieranie zapomnianych roslinek oraz robienie z tego przetworów itd...tak pasuje z zakapioryzmem bieszczadzkim jak pięść do oka...
    Tak być nie może,bo tak być musi...

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Postów
    81

    Domyślnie Odp: Zostać zakapiorem

    Cytat Zamieszczone przez delux Zobacz posta
    Wszystko ładnie ,pięknie tylko gdzie tu zakapioryzm i jeszcze jakiś miejski? ...chodzenie po dzikich ogródkach zwłaszcza w miescie, i zbieranie zapomnianych roslinek oraz robienie z tego przetworów itd...tak pasuje z zakapioryzmem bieszczadzkim jak pięść do oka...
    A myślisz, że zakapiorzy bieszczadzcy nie zbierali owoców po zdziczałych sadach? Owszem, ludzie, którzy mieszkają w normalnych mieszkaniach, nie są zakapiorami, ale jednak zaadaptowali część idei zakapiorskiej. Podobnie zresztą nawet w Bieszczadach byli zakapiorzy, którzy regularnie zarabiali przy pracach leśnych i kupowali jedzenie w zasadzie wyłącznie w sklepie. To też nie było zakapiorstwo całkowite. Pisałem zresztą również o ludziach młodych, którzy żyją na dziko w dużych miastach, na terenach nieskażonych "inwestycjami".

    Cytat Zamieszczone przez prizes Zobacz posta
    Wszystko z biedy panie z biedy
    Przed wejściem do UE bieda w Polsce była daleko większa. A mimo to liczba stojących pustkami działek rosła. Byle tylko nie okazać się "zacofańcami", którzy sami pozyskują żywność... W sytuacjach trudnych brano pożyczkę (a potem następną - żeby pokazać, jakim się jest "zaradnym"...) albo głodowano, czasem nawet popełniano samobójstwo - bywało, że razem z rodziną. Ale do głowy ludziom wtedy nie przychodziło, żeby buszować po zdziczałych działkach. To był wg jedynie słusznej wtedy idei neoliberalnej największy wstyd i "relikt komunizmu" :( .
    Ostatnio edytowane przez arturos25 ; 26-08-2013 o 11:20

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Pragne zostać nowym Połoniną
    Przez człowiek wiatr w dziale Wypoczynek aktywny w Bieszczadach
    Odpowiedzi: 154
    Ostatni post / autor: 05-11-2013, 23:40

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •