A ja jestem zadowolony z tego, co Delux napisał. Czekałem na to. Delux odwołał się do powielanego obecnie powszechnie stereotypu "dziecinnego harcerza". Stereotyp ten został stworzony w okresie międzywojennym. Szerzyli go piłsudczycy, którzy uważali, że skoro harcerze nie piją, nie szlajają się i nie wymieniają żonami, to są niedojrzali, nieznający życia, a wobec tego nieradzący sobie w nim i na pewno kiepscy z nich będą żołnierze - przynajmniej dopóki nie zmądrzeją. A w ogóle to nadają się najwyżej tylko do podawania strzemion doświadczonym życiowo i znającym realia wojny wielkim patriotom. Głoszono takie brednie pomimo, że choćby 1920 r. pokazał bez żadnej wątpliwości, że harcerstwo dostarcza do wojska najlepszego materiału ludzkiego, w dodatku wstępnie przeszkolonego.
Przez cały okres międzywojenny harcerze biegali w krótkich portkach i ćwiczyli się, a tymczasem wielcy patrioci, żołnierze i znawcy życia oddawali się hulankom, snobowali na arystokrację, która już odchodziła do lamusa historii, i nic prawie nie robili, żeby zwiększyć obronność kraju oraz jego pozycję polityczną. Modernizację armii zaczęto zbyt późno i to w takim momencie, że Niemcy uderzyli na nas w trakcie przezbrajania. Fortyfikacji betonowych prawie nie budowano, choć te, które wzniesiono, sprawdziły się potem doskonale. A tymczasem sąsiedzi zbroili się, ile wlezie.
Nadszedł wrzesień 1939 roku i harcerze zgłaszali się masowo na ochotników do armii, gdzie dzielnie walczyli, oraz pełnili wiele ważnych funkcji na terenach opuszczonych przez administrację państwową i wojsko. Tymczasem wielcy bohaterowie zwiewali przez Zaleszczyki do Rumunii, aż się za nimi kurzyło, zdążając jednak na odchodnym podarować nam takie prezenty, jak totalny bałagan na Kresach (Sowieci weszli w nie jak w masło, choć po czystkach stalinowskich nie mieli kadry dowódczej i nie mogli potem poradzić sobie z garstką partyzantów fińskich) oraz zakaz walki z Rosjanami, dający m. in. później Stalinowi pretekst prawny do wymordowania polskich oficerów w Katyniu. Nie wspominając już o samym planie wojny obronnej przeciw Niemcom, który należy do największych antyosiągnięć sztuki wojennej w historii.
W Polsce w czasie okupacji mówiono, że nie ma u nas odpowiednika Quislinga, bo wszyscy ewentualni kandydaci uciekli na Zachód. Wielu niżej postawionym jednak uciec się nie udało i próbowali dalej kontynuować swoją postawę. Naczelnik Szarych Szeregów, Stanisław Broniewski "Stefan Orsza," pisał w swojej książce "Całym życiem" o indywiduach, które gdy tylko w życiu państwa podziemnego robiło się spokojniej, pchały się na pierwszy plan, domagały się zaszczytów bez obowiązków i odnosiły się z lekceważeniem do "harcerzyków". W momentach kryzysowych zaś chowały się w najciemniejszy kąt.
Niestety, po wojnie absurdy zaczęły się odradzać, bo na przekór malującym okres międzywojenny w czarnych barwach komunistom starano się go idealizować. Stąd można przeczytać przedwojenne stereotypy również na tym forum. W okresie PRL-u byli tacy opozycjoniści, którzy w Bieszczadach ćwiczyli się w każdej wolnej chwili w sztuce przetrwania i potem w stanie wojennym całymi miesiącami ukrywali się przed milicją. Ale byli też znający życie realiści, nosiciele prawdy i autentyczności, którzy leżeli wtedy pijani w rowie i jedyne, co mogli zrobić, to wydać z siebie nieartykułowany bełkot.




Odpowiedz z cytatem