Z tą chorobą to jedyna sensowna uwaga ale już przecież na to odpowiedziałem. W warunkach zagrożenia życia i zdrowia moje zasady nie obowiązują. Ja nie sprzeciwiam się cywilizacji tylko patologiom cywilizacyjnym. Zresztą wyolbrzymiacie to. Ja bez problemów i żadnych komplikacji przetrwałem w terenie grypę. Co prawda latem ale w warunkach dość ostrych. Z konieczności sypiałem na gołej ziemi przykryty płócienną kurtką myśliwską (w najlepszym razie na ławce). Innym razem jesienią w górach gdy były już przymrozki podobnie przetrwałem anginę, choć miałem tylko wyposażenie typowo letnie. Przestrzegałem po prostu pewnych zasad: nie piłem zimnej wody, jadłem owoce zawierające dużo witaminy C, parzyłem sobie herbatki z dostępnych ziół, możliwie ciepło ubierałem się na noc i spałem zawsze, gdy tylko czułem senność (sen to jest podstawa w takich wypadkach). Zimą jest teoretycznie trudniej. Jednak ja na swoich konikach będę mógł wozić ze sobą tyle wyposażenia, że zapewnię sobie warunki dużo lepsze, niż miałem na tych "kuracyjnych" wyprawach w cieplejszych porach roku (żeby nie było wątpliwości - sypiałem już zimą pod namiotem w Bieszczadach). W tipi można nawet rozpalić ogień czego się nie zrobi w zwykłym namiocie. Większym problemem są w tych warunkach kontuzje, zwłaszcza rąk, nóg i kręgosłupa. Wtedy dajemy sobie urlop od zakapiorowania.
Przecież i tak żyjemy "korzonkami". Czym niby jest ziemniak, pietruszka, marchew? W wielu miejscach na świecie ludzie do dziś żyją kartoflami. W terenie w Polsce ziemniaki są zastępowane przez słonecznik bulwiasty, marchew jest dzika. W naszej przyrodzie jest też mnóstwo warzyw korzeniowych nieznanych w uprawach. Topinambur przechowuje się zimą w kopcach jak ziemniaki. Przez to traci własności wiatropędne. Poza tym te korzonki to sprawa umowna. Chodzi o pokarm roślinny. Orzeszki bukowe i laskowe, suszone owoce, cukier klonowy, żołędzie też w to wchodzą. Ja sam bynajmniej nie jestem wegetarianinem i nie pogardzę rybkami czy larwami z pni drzewnych. Próbowałem - są dość dobre. Jedne i drugie można zdobywać przez całą zimę. Oczywiście, że zimą ciężko jest przeprowadzać jakiekolwiek zbiory roślin, umożliwiające przeżycie - ale OD TEGO WŁAŚNIE MAMY WCZEŚNIEJSZE PORY ROKU, ŻEBY PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO ZIMY. To jest absolutny elementarz każdego człowieka żyjącego z produkcji ziemi. Również milionów polskich rolników. Skoro tego nie rozumiesz to nie świadczy to wcale o tym że ucieczka od syfilizacji jest niemożliwa. Świadczy to tylko o tym, że myślisz po miejsku i nie rozumiesz logiki życia w przyrodzie.
Skoro znasz tylko takie dwie możliwości, to znaczy że wolontariat to jednak też dla Ciebie zabawa?Tak więc jednak jest to zabawa,a nie sposób na życie.
Jeszcze jeden wyznawca Niewidzialnej Ręki Rynku. Mam nadzieję że niedługo główny jej apostoł, ten z wąsami, spojrzeniem szaleńca i muchą pod szyją trafi do domu bez klamek i tak się skończy apostolstwo "cywilizacji".
Nie bij tak tej piany, to jej nie zobaczysz. Nie skorzystałem z Twojej propozycji bo warunki o których mówisz dobrze znam. Nic by mi to nie dało a was przecież i tak nie przekonam.Spodziewałem się że kiedy zaproponowałem spacerek zimowy po Bieszczadach odezwu ze strony /zakapiorów/ a zobaczyłem na monitorze bicie piany.![]()
Nie rozumiem, na jakiej podstawie wciąż z uporem twierdzicie, że moje przygotowania zakapiorskie ograniczają się do Internetu. Wszystko, co chcę umieć, przećwiczyłem, właśnie ćwiczę lub będę ćwiczył. Inaczej to nie ma sensu. Materiały z Internetu zdobyłem już dawno. Teraz głównie szperam w książkach. O rybołówstwie najwięcej można się dowiedzieć z literatury etnograficznej. Ćwiczę łowienie ryb przede wszystkim na stawach u mojego znajomego. Sama moja obecność w Internecie o niczym nie świadczy. Nie wiem czy zauważyliście że z braku czasu na Internet odpowiadam na wiele postów równocześnie. Wy poza tym przecież też uważacie się za ludzi bardzo doświadczonych jeśli chodzi o życie w przyrodzie chociaż wciąż na Necie siedzicie. I macie na tym forum więcej postów niż ja.



Odpowiedz z cytatem