To raczej nie było tak, że Wołosi zrozumieli, że można inaczej, tylko po prostu dano im do wyboru - albo się osiedlą na stałe, albo będą ścigani za niszczenie zasiewów. Wołosi, dopóki nie mieli trwałych budynków gospodarczych, musieli schodzić na zimę z trzodami w doliny, żeby umożliwić owcom przeżycie, a przy okazji robili szkody w miejscowościach podgórskich. Sprawa podobna, jak z kowbojami, którym z czasem uniemożliwiono dalekie przepędy, ponieważ na ich trasie powyrastały farmy i stada niszczyły uprawy. Nawet w XX w. ulepszenia gospodarcze wśród spotykały się z dużym oporem ludności Karpat, więc tak radykalna zmiana stylu życia, jak porzucenie koczownictwa na korzyść życia osiadłego, musiała być spowodowana naprawdę poważnymi przyczynami.
Życie osadnika to jedno, życie zakapiora/trapera to drugie. Żeby być osadnikiem, nie potrzeba wcale Bieszczadów ani w ogóle miejsc dzikich. Cała Polska nadaje się do tego równie dobrze.Każdemu kto pragnie zmierzyć się z życiem w Bieszczadzkim buszu polecam na początek zakup krowy o umiejętności jej dojenia nie muszę wspominać. Jeśli chodzi o jaja to należy zaopatrzyć się w piętnaście kur dla których dobrze by było uprawiać jakieś zboże i zbudować kurnik. Mam jeszcze kilka dobrych rad ale te można podpatrzyć na wsi u przeciętnego, drobnego gospodarza, który codziennie toczy bój o przetrwanie.



Odpowiedz z cytatem