Słyszałem nawet pogląd, że to banderowcy. Wszystko jedno, stonka będzie się bała tak, czy inaczej. I zrobi miejsce dla prawdziwych miłośników gór. Mieszczaństwo przecież przyjeżdża, żeby opijać się piwem i napychać karkówką z grilla w ładnym krajobrazie. A co jakiś czas zaliczyć jakąś atrakcję w miejscu, gdzie "koniecznie trzeba być".
Tylko szkoda miejscowych, którzy uwierzyli styropianowi, że "nie ma alternatywy dla życia z turystyki".
Jeśli chodzi o Samotnego Włóczykija, "człowieka wiatra" i takich innych, to przypomniało mi się coś. Niedawno zgadałem się w Ustrzykach Górnych z facetem, który spotkał kogoś podobnego do któregoś z nich. A może nawet jego samego. Wiem tyle, że w Bieszczadach i że "nad wodą". Niestety, nie dopytałem, co to była za woda, czy Zalew Soliński, czy San, czy może jakaś jeszcze inna rzeka albo nawet potok. Miał "stachurowaty" wygląd i miał ze sobą worek chyba z bukwią, czyli to musiał być zeszły rok, bo wtedy bukiew obrodziła. Miał też ze sobą jakiś klucz do rozpoznawania czegoś i tomik poezji. Mówił, że tak mu się dobrze żyje, że każdy dzień jest przygodą, że nie ma zamiaru wracać do cywilizacji i nawet do wsi niechętnie zagląda, żeby nie spotykać się z tymi ludźmi, od których uciekł. Najchętniej widuje się z mieszkańcami wsi jeszcze niezepsutymi albo z takimi jak on wędrowcami. Nic o żadnym szałasie ani o koniu nie mówił, ale miał ze sobą coś, co mogło być rzeźbioną nahajką do poganiania konia. Nie wiadomo, gdzie mieszka, bo w ogóle o tym nie było dyskusji.



Odpowiedz z cytatem