Witam. Przez cały ostatni rok ćwiczyłem się w sztuce potrzebnej wojownikowi, przygotowując się do walki ze Złem, które zalewa Europę. Zjechałem przy tym różne dzikie miejsca w Polsce, ale na ostateczną zimową próbę koczowniczą postanowiłem wybrać Beskid Niski. Bieszczady są zbyt skomercjalizowane po 26 latach ich "popularyzacji". Przedtem pracowałem w różnych krajach Europy, co mi pozwoliło zgromadzić dość pieniędzy, żebym ostatni rok mógł poświęcić tylko ćwiczeniom wojennym. Dało mi to też przekonanie, że coś się na kontynencie gotuje i że już niedługo się zacznie. Dlatego nie miałem wątpliwości, co należy robić.
Przejrzałem wcześniejsze wypowiedzi w tym wątku. Mądrze wypowiadało się tu parę osób. Przejrzyjcie te dawniejsze komentarze z perspektywy wydarzeń ostatniego roku. Czy większość z nich nie brzmi dziś głupio, wręcz samobójczo? W dodatku stawiacie jakieś teorie spiskowe.
Mam kolegów po psychologii. Oni mówili, że jak ktoś wierzy w spiski, to to jest paranoja, którą się leczy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_urojeniowe. Ale nawet, gdyby rzeczywiście istniał jakiś "spisek", to był to "spisek" mądrych i przewidujących ludzi dla Waszego dobra.
Najeźdźcy pochodzący z klimatu suchego i gorącego, którzy nie wiedzą, czym jest puszcza, góry porośnięte lasem, jak działa bagno, jak radzić sobie ze śniegiem zimnym deszczem, błotem mrozem będą w czasie walk na terenie Polski upośledzeni w porównaniu z ludnością miejscową. Zwłaszcza że nie są też do tego fizycznie przystosowani. Oni nawet i dziś nie pchają się na wieś europejską. Oczywiście będą upośledzeni tylko w porównaniu z tymi ludźmi miejscowymi, którzy nie uwierzyli w tzw. "realizm". Nie poddali się "rozwojowi cywilizacyjnemu" ostatnich 26 lat i nie stali się rozmiękczonymi wieprzkami do zarżnięcia.
Jan III Sobieski wygrał bitwę z Turkami pod Chocimiem między innymi dlatego, że nieprzywykłych do chłodu i wilgoci mieszkańców państwa osmańskiego przetrzymał nocą w pogotowiu wojennym na zimnym deszczu.


Odpowiedz z cytatem