Cytat Zamieszczone przez buba Zobacz posta
mam wrazenie ze jesli sie przyjmie i bedzie wierzyc ze swiat jest totalnie beznadziejny a wszyscy ludzie podli - to on taki rzeczywiscie dla nas bedzie.. i z takim nastawieniem niezmiernie ciezko jest odnalezc klimatyczne miejsca i wartosciowych ludzi.. jest takie przyslowie "smiej sie do swiata a on usmiechnie sie do ciebie"...
Ja nie twierdzę, że świat jest zły. Gdyby wszystko było złe, nie miałoby sensu życie. Ale dominują ludzie, którzy dążą do tego, żeby zła było jak najwięcej.

kazda podroz czegos uczy... kazde nowe miejsce czy spotkanie nieznajomego na swojej drodze..
a wypoczynek i wspolne dzielenie wedrowki z przyjaciolmi to chyba nic zlego..
Uwierz mi, że nie każda. I obecnie najczęściej nie ma przyjaciół, tylko kumple. A wypoczynek to tylko fizjologia i najwyżej prymitywna psychologia (na najniższym, zwierzęcym poziomie).


moi rodzice chyba "westmanami" nie byli...nawet jak byli to pewnie nie mieli tego swiadomosci i tak tego nie nazywali.. ale wedrowali duzo po gorach w minionych czasach o ktorych piszesz.. wedrowali glownie dla przyjemnosci (nie dla udreki- masochistami nie sa ) dla radosci zapatrzenia sie plynaca wode, w dal drogi , zar ogniska czy ploty chalup.
Ja myślę, że byli westmanami, tylko o tym nie wiedzieli. Dopiero ja wymyśliłem nazwę "pokolenie westmanów". Jakoś to pokolenie trzeba było nazwać. Nazwa jest co prawda (jak wcześniej zauważyłaś) obca, ale bierze się to stąd, że tamtych ludzi cechowała niezwykła fascynacja Dzikim Zachodem.

Przyjemność przyjemności nierówna. Dla jednego przyjemnością jest się urżnąć, dla drugiego - patrzeć w dal drogi albo coś poznać. I nie można z czegoś robić kryterium oceny na podstawie tego, że jest to przyjemne. Bo wtedy nikomu się nie będzie chciało zajmować tymi przyjemnościami, które są wartościowe. Bo one wymagają wysiłku - a po co się męczyć?

aby dzielic owa chwile wedrowki z bliskimi.. ja mam podobnie, choc moje wlasne wedrowki przypadly juz na inne czasy.. zwykle sprawiaja mi radosc, raczej nie odczuwam "beznadziei" w fajnych miejscach (no chyba ze w dzikiej dolince gdzie bylam rok temu odkryje budujace sie burzujskie osiedle..) a jak juz mam zly nastroj to przez bardzo krotko i staram sie o tych chwilach zapomniec..

wiec pewnie jakbysmy sie gdzies przypadkiem spotkali to bys mnie uznal za kogos z kim nawet nie warto pogadac..
To jest aluzja do Bieszczadzkiej Inicjacji? Nietrafiona, bo to nie był skutek jakiegoś mojego pesymizmu, lecz droga do uzyskania wyjątkowych przeżyć. Nic nie ma za darmo.


nie ma nic lepszego jak chaszcz i pokrzywy!!! a jaka dobra herbata z pokrzyw!!
Ale przemieszczać się jest trochę trudno.