Panią Lucynę Beatę Pściuk doceniam bardzo za wiedzę o regioniei chęć dzielenia się nią aaale...myślę, że się Lucyna nie obrazi, że przytoczone powyżej jej słowa o bieszczadzkiej kuchni potraktuję jako opinię a nie jako definicję. Nie jestem jakąś wytrawną kucharką ani odnośnie aspektów praktycznych kucharzenia ani tych historycznych. Ale nie mogę zgodzić się z tym, że tradycyjna kuchnia bieszczadzka nie istniała i była tylko zbiorem iluś tam "tradycyjnych dań serwowanych przez górali ruskich". Podobnie można powiedzieć o kuchni żydowskiej - że jest zbiorem dań "serwowanych kiedyś przez Żydów". To, że kuchnia bojkowska i łemkowska - czyli dokładnie bieszczadzka - przestała być serwowana na tych terenach bo wymiotło stąd i Bojków i Łemków nie oznacza, że jej nie było. Krakowski Kazimierz tez nie jest dziś żydowski w takim pojęciu jakim był a kuchnia żydowska tam ma się dobrze. W polskich Bieszczadach kuchni bieszczadzkiej - w moim rozumieniu właśnie bojkowskiej i łemkowskiej nie ma. Inna rzecz, czy miałaby szansę zaistnieć w formacie komercyjnym tj dobrze się sprzedawać. W erze kultu "ścierwa w bułce" jest to wątpliwe.
Lucyna pisze też o Sanocczyźnie. Jakkolwiek dla mnie osobiście Bieszczady zaczynają się w Rzeszowie, to w rzeczywistości nie sposób jednak przyjąć, że te same tradycje (również kuchenne) dotyczą stricte Bieszczadów i np okolic Sanoka. Chociaż i w tym drugim przypadku uważam, że coś takiego jak tradycyjne dania jednak istnieje. Z babcinego domu pochodziły dania, które uwielbiałam a o których nikt w innych zakątkach kraju nie słyszał. Fakt, że kuchnię galicyjską tworzyły różne wpływy kulturowe jest tu bez znaczenia. "Kuchnia polska" też jest mieszanką wpływów, wszystkie inne "tradycyjne" "narodowe" kuchnie też. Rozróżnia je przepis - czyli jakie i w jaki stopniu wpływy ją ukształtowały.
Jeśli chodzi o cynadry to przytoczyłam to co zawarte jest w książce, o której wspomniałam. Do tej pory również cynaderki odnosiłam do nerek ale skąd nam wiedzieć co Bojkowie określali tym mianem?
Autor książki - jak sam pisze - badał tereny od Sławska na Ukrainie do Buska, Krynicy Górskiej i opierał się na zapiskach gospodyń pisanych w różnym - często mieszanym języku. Myślę, że skoro taki przepis znalazł się w książce to w takiej formie Autor go odnalazł. Zresztą odsyłam Was do książki - również do wstępu, przybliżającego tematykę.
Pozdrawiam. :)


Odpowiedz z cytatem
