Zastanawiam się od pewnego czasu, czy jest sens mówienia o bieszczadzkim jedzeniu. W Magdzie byłam kilka razy, w sezonie jadłam tam kilkakrotnie jednodaniowe, tanie obiady. Mają naprawdę dobre tradycyjne gołąbki, gołąbki z tartych kartofli, pulpeciki, bigos. Nie wiem jak jest poza sezonem. Coraz częściej łapię się na tym, że nasze bieszczadzkie restauracje, nawet te, które oceniamy bardzo pozytywnie są tylko przeciętne, tak je oceniają turyści. Ostatnio pracowałyśmy z vip, no prawie vip, byli to ważni samorządowcy i ludzie biznesu, zachwyciły ich Bieszczady, nasze walory przyrodnicze zostały odebrane mega pozytywnie, bez mała zakochali się w torfowiskach wysokich, cerkwiach, łatwych szlakach typu żółty na Wetlińską ale bardzo chłodno wypowiadali się o kuchni. Jedzenie tylko przeciętne, ani dobre, ani złe, drogie. Sama mam porównanie, za obiad w Zamościu grupa płaciła 17.50 zł, a podano nam rewelacyjną zupę z czosnkowymi grzankami, golonkę w kapuście i górę smażonych ziemniaków, herbatę. Za taki zestaw w Bieszczadach policzyliby z 50 zł.
Poza tym wszelkie krytyczne uwagi pod adresem tutejszych restauratorów są bardzo źle odbierane w Bieszczadach. W piątek doszło do awantury w Cisnej, po raz pierwszy widziałam koleżankę tak wściekłą. Grożą jej sądem koleżeńskim i interwencją w urzędzie marszałkowskim za niereklamowanie lub niedostateczne reklamowanie usług np.w Siekierezadzie. Nie właściciele ale jacyś sprzedawcy. Podobnie jest w Solinie. Podjęliśmy decyzję o skreśleniu obu miejscowości z większości programów.
Z drugiej strony jeżeli nasza pisanina na forum odnosi aż taki skutek, to powinniśmy chwalić lub ganić, może to coś zmieni w Bieszczadach. Będzie taniej, smaczniej w restauracjach.


Odpowiedz z cytatem