Spokojnie, spokojne Joorgu. Mogę tylko pokazać jak chłopakom się spieszyło w poszukiwaniu marszrutki nawet przy Magazynie się nie zatrzymali.....!!!!!!!!
DSCF0001a.JPG
Chciałeś dobrze a wyszło jak zwykle......:oops:
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Dobrze Heniu to ująłeś z tą krainą deszcowców
Jak bym przed wyjazdem wiedział jaka to będzie kraina deszczowców KARRRAMBA to bym sie nie tarabanił 2 dni marszrutkami w poszykiwaniu moich idoli i mentorów tylko spełniał obowiązki męża, tatusia, zieńciunia i.t d.
Ale warto było i już !!! Jeszcze raz wielkie dzięki za zmotywowanie i już wiem że tą rzepkę trzeba jeszcze raz ugryźć może bardziej w słoneczku.
Pyk i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Dertego przenosimy się we Wschodni Łuk Karpat.
Dokładnie tak samo było na przejściu w Medyce. Budzimy pograniczników drzemiących
w szklanych budkach i ....myk granica pozostaje za nami.
hm.11_8180.jpg
Potem PYK ! czyli machnięcie ręką i zatrzymuje się przed nami busik szumnie zwany marszrutką
który przed chwilą ruszył w swą podróż do Lwowa.
Ładujemy się do środka z plecakami przeciskając się ku tyłowi, a tam turyści
są już jadący na Pikuja. Jak się potem okazało byli to jedyni turyści jakich spotkaliśmy na trasie swojej wędrówki.
Ale nie uprzedzajmy faktów. Pikujowcy wysiadają w Mościskach a my mkniemy
podskakując radośnie na wyboistej drodze prosto do stolicy Galicji.
Stolica to stolica, tam są przemarsze i ciągłe obrady najwyższego gremium.
Trzeba się dostosować do wysokiego standardu
My na obrady plenarne wybraliśmy jeden z przydworcowych sklepików.
.
hm.11_8184.jpg
Trzeba ustalić plan. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności mamy mapę którą przewidujoco zabrał ze sobą Kolega_Ciepły_dwa_posty_na_forum
Plan jest taki, że jedziemy na południe, ale najbliższy pociąg w tamtym kierunku odchodzi za trzy godziny.
Jako kamandir proponuję aby przemieścić się w tym czasie do leżącego po drodze Stryja.
Jako się rzekło tak się zrobiło (za pomocą marszrutki)
Wysiadamy na placu przydworcowym tego starego, królewskiego miasta i proponuję aby znaleźć zabytkowy kościół który pamięta polskie czasy, kiedy bywali tu królowie.
Ale zainteresowanie zabytkami w grupie nikłe, szczególnie u kolegi który zaczepia kolejne osoby.
Panią w kasie, staruszka z laską, sprzedawczynie w sklepie .... wszystkich kolejnych pyta :
-gdie warienki ?
-Pan gdie można pokuszać warienki szto by były łudsze w Stryju.
To nasz kolega Pierogowy, będący na głodzie tak zaczepia kolejnych mieszkańców tego miasteczka.
Czy widzieliście kiedyś zdesperadowanego narkomana z wybałuszonymi oczami który za każdą cenę zdobędzie narkotyk ?
To naprawdę nic w porównaniu do Pierogowego.
On dla tej porcji "ruskich" gotów byłby oddać plecak.
Ludzie owszem chętnie odpowiadając kierując nas raz tam , a potem w inną stronę .
.
hm.11_8195.jpg
Chodzimy, kręcimy się aż wreszcie młodzian nagabywany tym samym pytaniem postanowił pójść z nami i pokazać
" gdzie dają same łudszoje warienki"
Przy okazji okazało się że trafiliśmy właśnie do tego zabytkowego kościoła.
.
hm.11_8202.jpg
Knajpka z najlepszymi pierogami była opodal i czekała na gości weselnych, ale kierowniczka
gdy usłyszała że dla jej pierogów przyjechaliśmy specjalnie zza granicy użyczyła jednego stołu i zapędziła chazjaki do lepienia zamówienia.
Usiedliśmy przy tym wytwornym stole czekając w skupieniu na gotowość
.
hm.11_8210.jpg
A gdy po tęsknym oczekiwaniu pojawiły się na stole wszyscy rzucili się na podany półmisek
.
Kroniki miasta Stryj zanotowały : w czerwcu 2011 roku grupa turystów z dziwnymi bagażami na plecach krążyła po ulicach wypytując o warienki.
Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 16-11-2013 o 13:41
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)