Tego samego dnia wstaję ok 18 i zaczynam pakować graty.Karolina stwierdza że ponieważ chodzi szybciej a jest jeszcze zmęczona zostaje w namiocie i wyruszy ok.22. Ja zaczynam powolne podejścieWidoki przepiękne zachód słońca cudowny a wietrzyk delikatnie chłodzi.Idzie mi się wyśmienicie.Już o zmroku docieram do grani z której widać położony tuż za przełęczą Vallot.Ciemności zapadają błyskawicznie i zaczyna solidnie wiać.Z początku idę po wydeptanej ścieżce majaczącej mi pod stopami ale dla bezpieczeństwa wyjmuję czołówkę.Gdzieś po lewej stronie widzę z oddali światła Chamonix.Do wiatru dołącza śnieg bijący w odsłonięte miejsca twarzy.Dopada mnie zmęczenie ale jest za póżno i za zimno na powrót.Ostatkiem sił wchodzę na ścieżkę idącą trawersem do schronu.Pamiętam że za dnia była widoczna mała szczelina na łuku ścieżki i poświęcam wiele czasu i energi na to żeby ją odnależć i ominąć.Skręcenie lub złamanie nogi w tych warunkach może mieć bardziej niż przykre konsekwencje.Nareszcie jestem u wrót raju o zapachu kibelka w knajpie z lat PRL
Wpełzam do środka i w świetle czołówki widzę kilkanaście postaci ułożonych ciasno obok siebie na gumowej macie kryjącej podwyższenie służące do spania.Wszystko w środku jest spowite parą wydobywającą się z ust śpiących ludzi-widok jak z filmów fantastycznych.Jeden z turystów podnosi głowę i zmęczonym głosem pyta czy wszystko ok.Odpowiadam że tak ale trzęsie mnie okrutnie ..... jak mi zimno.Wypijam herbatę plecak pod śpiwór,buty pod kolana i spać.Rano obudził mnie ruch ludzi wychodzących ze schronu na dół.Nauczony doświadczeniem z dnia poprzedniego podejście rozpoczynam dopiero ok 9 rano.Czuję się znakomicie nie myślę o górze tylko o jakichś pierdołach-jest pięknie.Po trasie robię sobie przerwę na papieroska(niech żyje nałóg),kilka zdjęć i dalej do góry.Przed sobą widzę dwóch mężczyzn-niemożliwe idą wolniej ode mnie
.Tak tuptając bez pośpiechu wchodzę na grań która zwiastuje szczyt.Przechodzę ją i załamka-to jeszcze nie tu to jeszcze kawałek dalej.W końcu długa grań zaczyna się rozszerzać i 12,32 JEST
JESTEM NA SZCZYCIE
poza mną jest tylko dwóch ludzi którzy szli przede mną.Chcę w spokoju nacieszyć się widokami i papieroskiem-zasłużyłem przecież
dopada mnie pech zapalniczka kaput.Na szczęście sąsiedzi mieli i poratowali skądinąd bardzo mili Litwini mieszkający na stałe w Anglii a znający doskonale Olsztyn-Krysiu-może jacys Twoi znajomi
.Jeszcze kilka fotek i na dół.W Valott jestem ok 14.Całe podejście tam i z powrotem zajęło mi pięć godzin.Wiem że to długo ale takie podejście jaka kondycja
.W schronie jest już Karolina.Nie dała rady wejść poprzedniej nocy.Zbyt duży wiatr i mróz.Biorę od niej palnik i piję pierwszą tego dnia kawę-smakuje świetnie.Jeszcze kilka słów z Karoliną i zostawiam ją u góry czekającą na ekipę ze Śląska z którą ma podchodzić.Sam idę do Gutka na zasłużone piwo(drogie jak cholera ze względu na to że wszystko dowożą i zwożą śmigłowcem) i tak będzie mi smakować.Na przełęczy przyglądam się glacjologom badającym lodowiec i kontynuuję zejście.Idę z duszą na ramieniu-Karolina uprzedziła mnie o otwierających się szczelinach i faktycznie jest ich sporo.Ok 17 jestem na miejscu-świętowanie czas zacząć.Wypijam dwa piwa i spać ale sen nie przychodzi martwię się o Karolinę.CDN


Odpowiedz z cytatem