Hmmm, zgodnie ze starą zasadą: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...
A tak naprawdę, to bardziej wyznaję zasadę "nieważne gdzie, ważne z kim" - gdybym z mężczyzną mojego życia miała być akurat tam, byłabym pewnie szczęśliwa. Wiem, trochę to idealistyczne i juz w ogóle superoptymistyczne!

Tak całkiem poważnie to jednak nie. Pewnie, ze łażąc po Bieszczadach snuliśmy sobie czasem marzenia typu - o, tu by było cudownie zamieszkać... Ale to było tak, bez przekuwania planów na zamiary, choc jest tam jedno miejsce, które prywatnie określam mianem najpiekniejszej doliny swiata. Wiec może tam bym sie zdecydowała? Boję się jednak, że jestem zbyt przywiazana do Krakowa i na wszelki wypadek nie paliłabym tu za sobą mostów czyli chciałabym tu mieć też jakieś mieszkanie, by zawsze móc wrócić...

No nic, już w środę kolejne losowanie totolotka, po którym moze sobie domek w Bieszczadach wybuduję... :)