"Dymy w Bieszczadach" a właściwie dym z mojego komima, który wystaje z dachu mojej chyży. Zawsze, przynajmniej do niedawna sądziłem, że będzie stała w mojej ukochanej Wetlinie. A teraz miewam pewne wątpliwości co do jej usytowania.
Pewnikiem jest jedno - będą to BIESZCZADY.
Gdzieś tam daleko od wielkomiejskiego zgiełku,
szalonego pędu za wszystkim,
gdzie czas biegnie z predkością kwadratową,
a w konsekwencji nie starcza go na nic i dla nikogo.

I nim się człek obejrzy, a tu emeryturka puka do drzwi,
a ty ciągle w biegu.
No może już w bardzo powolnym truchcie podąrzasz do drzwi,
bo tam Pan Listonosz czeka na cię.

...... chciałbym aby ten trucht do drzwi odbywał się w moim bieszczadzkim siole.

pozdroowka