Nie dziwię się, stwierdzeniu smolarza,że gdyby mógł to na kolanach by stamtąd uciekał - wierzę mu i wierzę wielu innym ludziom, ktorzy chcą to miejsce zostawic, bo ich racje są na pewno uzasadnione.
Sami smolarze są w bieszczadach potrzebni, jest to korzystne nie tylko dla ludzi, którzy bezpośrednio czerpią z tego profity, ale także dla LP, oraz pośrednio dla natury - przynajmniej w pewnym sensie. Jak juz wspomniał Stach konieczność przystapienia Polski do UE, a co za tym idzie programu Natura 2000 zakończy te działania - co uważam osobiście za GŁUPOTĘ (nie przystapienie do UE, a niektóre punkty programu Natura 2000) - jak zwykle znajdzie się paru przewrażliwionych "fachowców", którzy musza wyłazić przed szereg.
Co do zamieszkania w Bieszczadach - gdybym miał ku temu okazję to na pewno, najlepiej zresztą na okazję nie czekać, tylko jej trochę pomóc.
Człowiek po wielu latach zamieszkiwania w jednym miejscu zazwyczaj potrzebuje zmiany i ciągnie go do tego czego nie ma, co w jego rozumieniu bedzie lepsze,a więc zarówno ludzi z innych regionów ciągnie min. w Bieszczady,ale też ich mieszkańców ciągnie w stronę "miast" - to zrozumiałe.
Po swoim przykładzie mogę powiedzieć, że róznie z tym potrafi bywać. We wczesnym dzieciństwie byłem w Bieszczadach 6-9 miesięcy w roku, później długo, długo 4-5, 6 miesięcy rocznie - nie jako wczasowicz (czy jak kto chce to sobie nazwać), ale mieszkaniec w pełni zresztą zaangażowany w zycie codzienne, prace "na" gospodarstwie, itd. I to pozwoliło się zorientować,że to co jest w zasięgu ręki,niekoniecznie juz jest takie atrakcyjne i ciekawe. W wolnych chwilach wolałem pograć w piłkę, ewentualnie pojechać gdzies rowerem, pojeździć na nartach, pójsć na ryby, a czasem na dyskoteke do Klubu Rolnika, co zresztą było w owym czasie w zasadzie jedyną atrakcją dla młodzieży - kawiarni nie było w całej gminie, do knajpy chodzić nie pasowało. Coś ze dwa razy w roku przyjeżdzało kino objazdowe. Rewelka :) Nie ma się co dziwić, że częśc osób uznala iz zaczyna się tam dusić, szczególnie dzieci i młodzież potzrebowały rozrywek, nowinek, odrobiny jak to się mówi "nowoczesności" i wielu innych rzeczy, które tam były niemożliwe - tymczasem w owym okresie szczytem marzeń był np.wyjazd na kolonie...do Krosna (autopsja :)) Natomiast w owym czasie, żeby pójść gdzies w góry, np. na Chryszczatą, czy jeziorka duszatyńskie, które mialem niemal w zasięgu ręki - gdzie tam - chocby mi ktos płacił to bym nie poszedł. Zawsze sie odładało na później, bo było na miejscu i człowiek się zastanawiał po co ja mam tam właściwie iść - nic ciekawego, nie będę się męczył :)
Bardzo wielu moich kolegów i kolezanek, rówiesników i osob starszych lub młodszych ode mnie - cały czas marzyło o tym, aby jak najszybciej stamtąd wyjechać. Gdziekolwiek. I wielu wyjechało, jednym się poszczęściło, innym mniej, mieszkają w wielkich miastach, albo w Kanadzie czy USA. Inni "uciekli" tylko do Sanoka - ale to już nawet był dla nich inny świat. Zostali właściwie ci, którzy z jakichś przyczyn musieli zostać - zazwyczaj były to przyczyny ekonomiczne - chociaz nie zawsze.
Dzis zrobiłbym wiele żeby tam powrocić - i robię, mam nadzieję że czas pokaże iż skutecznie. Wiem jednak, że jesli już uda mi się kiedys tam zamieszkać, nadejdzie na pewno wiele takich dni, kiedy bedę Bieszczady przeklinał.
Pozdrawiam