czesc.cóż,ja jestem z Bieszczdów.
I tak sobie przeczytalem wszystkie komentaze i wiecie tak sobie mysle...ze fajnie sobie mowic i idealizwac wszystko...wiecie całe te rozmowy o tym żeby dac sobie szanse i pomóc troszke losowi i spróbować tu mieszkać (tu=w bieszczadach).
więc tak trzeba sobie rozróżnić...bieszczady.fajnie sobie mówić Lesko,Sanok..i tak dalej...ale w Lesku czy w Sanoku choć są to małe miasteczka to jednak łatwiej jest znaleść prace niż np w Wetlinie gdzie możesz (poza sezonem) złapać prace jako sprzedawca..względni jako sprzątaczka w jakimś pensjonacie lub koserwator...(i wcale a wcale nie umniejszam zadnym z tych zajęć) ale niestety pracując tak można mieć wszystkiego dość. Hehe i dziwią mnie słowa administratora który mówił że trzudno jest się dogadać z ludzmi że patrzą na "koniec swojego ogona" ale tak jest wszędzie i i w miescie i na wsi.
ale chodziło adminowi chyba o to że nie ma szans na wspólne działanie...o życie kulturalne...co to za bzdury??fakt życie takiego nie ma (kulturalnego) albo jest na minimalnym poziomie.ale czyja to wina??ludzi??i można sobie tak to rozwijac w nieskończonosć ten temat bo gzdie leży problem w ludziach (mieszkańcach) czy wójtach (którzy siedzą jeszcze na stołkach przyzwyczajeni do ostatniego ustroju) czy jeszcze gdzie indziej....

można dyskutować..

pozdrawiam ...licze na odpowiedź..
bo strasznie mnie zaciekawił ten temat