W oczekiwaniu na relację ze spacerku na Pietrusul ekipy Bazyl/Agnieszka/Wojtek trochę refleksji.

W sierpniu 1880 roku w Góry Rodniańskie wybrał się Hugo Zapałowicz. To ponad 20 lat wcześniej, niż Orłowicz. Oprócz Zapałowicza, w wyprawie wziął udział jego przyjaciel, notariusz ze Skawiny Teodor Pareński oraz trzech przewodników. Pierwszym z przewodników był Wawrzyniec Szkolnik z Zawoi, drugim Iwan Żetyniuk z Żabiego a trzecim Kostyn, którego wynajęto w Borszy. Wrażenia z wycieczki Zapałowicz opisał na kilkudziesięciu stronach i opublikował w VI tomie Pamiętników Towarzystwa Tatrzańskiego w 1881 r. Jeden z fragmentów opisu przypomniał mi fragment naszego zejścia z Petrosa. Odnalazłem go na półce już po powrocie. Oto on:


Po przeanalizowaniu opisu Zapałowicza (cytowanego fragmentu oraz wcześniejszych i dalszych) zlokalizowałem to miejsce na mapie:



Patrzę teraz na naszą relację z tego odcinka:
Cytat Zamieszczone przez Wojtek Pysz Zobacz posta
Schodzimy żlebem do skalnego kotła i stawków Taurile Buhăescului. Poniżej stawków spory i stromy wodospad, wzdłuż którego widać zarys ścieżki. Tędy mogłoby sie ciekawie schodzić. Jest ślisko, z góry woda, z dołu woda - decydujemy się jednak na zejście po skałkach i trawkach obok wodospadu.
Nasz ślad to czerwone strzałki obok wodospadu. A Zapałowicz poszedł potokiem! Wprawdzie zejście obok wodospadu było równie strome (miejscami trzeba było użyć rączek:), dodatkowo głaziaste i kosówkowate, ale… Ale, gdybym wcześniej poczytał Zapałowicza, wodospadzik byłby nasz!

Przy okazji nasuwa się refleksja o roli przewodników podczas tej wyprawy, ale to przyczynek do zupełnie innej bajki...