To powiedz mi, po jaką cholerę chciałeś mnie uczyć życia na dziko, skoro to wszystko są przestępstwa? Kupy się nie trzyma to, co piszesz. I ciekawe, że musiałeś się aż radzić kolegów. Czyżbyś nie znał prawa, którego masz obowiązek strzec?
Z tego, co mi wiadomo, wspomniany zakaz dotyczy zwierząt mających chronione ustawowo ostoje. I to nie jest tak, że jak chodzisz po jakimś miejscu, żeby zobaczyć puchacza, to cię od razu karzą, tylko jak wejdziesz na obszar ostoi. I to raczej nie ja chciałem zajmować się liczeniem zwierzyny, tylko Sylwek. Tak na marginesie - chroniona jest większość ptaków, także np. bocian biały. Czy do liczenia boćków trzeba mieć zezwolenie? Dlaczego jeszcze nie zostałem ukarany za liczenie jemiołuszek u mnie na osiedlu zimą? Czy łabędzie nieme w Parku Łazienkowskim wolno liczyć? Nie chcę Cię obrażać, ale to jest śmieszne.
Słyszałeś kiedyś o czymś takim, jak strajk włoski? To właśnie pokazuje, do czego prowadzi takie przestrzeganie prawa, jakie Ty proponujesz.
Leśnik może i nie ma prawa rozdawać gałęzi na prawo i lewo (choć byłby to chyba jedyny przypadek, w którym odpadki traktowane są jako dobro państwowe), ale ma obowiązek chronić las przed pożarem . Chyba, że Twoim zdaniem pożar lasu też jest własnością państwa.
W Parku Narodowym nikt z nas nie chce mieszkać, ani w ogóle chodzić poza szlakami, więc nie rozumiem, po co o tym piszesz. Żeby obrócić w absurd to, co piszemy?
No, ale już wiemy, przynajmniej, że są tacy ludzie wśród służby leśnej, którzy będą starali się specjalnie polować na zakapiorów i obrzydzać im życie tylko po to, żeby uzasadnić, że konsumpcjonizm jest dziś jedyną możliwością, i tym samym żeby utorować drogę do luksusowych willi w Bieszczadach bogaczom w wypasionych furach. Wtedy wszystko będzie się odbywało legalnie, bo w razie czego będzie można zmienić prawo. A nawet, jeśli nie, to "obrońcy prawa" tacy, jak Ty, będą musieli grzecznie podkulić ogon pod siebie czy będą chcieli, czy nie. Przykładów tego widziałem dosyć, w postaci willi pobudowanych w dolinkach jurajskich i w Puszczy Kampinoskiej. Nie zdziw się, jak pewnego pięknego dnia zastaniesz swój las otoczony płotem z napisem TEREN PRYWATNY, i dowiesz się, że nie jesteś już potrzebny. Były już zakusy na prywatyzację lasów, a przy rosnącym zadłużeniu Polski i kryzysie mogą wyjść różne rzeczy. Grecja z tego co pamiętam została nawet zmuszona do prywatyzacji parków narodowych. Na złość babci, niech mi uszy odmarzną.
To stara, esbecka metoda nękania ludzi - liczenie na to, że nikomu nie będzie się chciało włóczyć po sądach - i będzie wolał opuścić Bieszczady. Nawiasem mówiąc, to jest sposób wyłącznie na porządnych ludzi - na prawdziwych szkodników, kłusowników i złodziei, już nie, bo oni tego typu utrudnienia wliczają w koszty jako dodatkową atrakcję, a sądy ich zwalniają przeważnie od odpowiedzialności z racji "niskiej szkodliwości społecznej".
Mam nadzieję, że Twój przełożony zastosuje kiedyś wobec Ciebie podobne zasady strajku włoskiego, i zobaczysz, jakie to przyjemne. O ile będziesz w ogóle z stanie cokolwiek z tego zrozumieć.



