Cytat Zamieszczone przez don Enrico Zobacz posta
Wojtej P. o podobnych historiach piał na forum i fajnie
bo podróż rowerem to nie tylko sam miód ale i problemy techniczne z którymi sobie trzeba poradzić.
Miałem w Bieszczadzie trzy ciekawe awarie.
Podczas zjazdu z Żebraka zgubiłem jedną z pięciu śrub mocujących przednią tarczę do korby.Tarcza się wtedy wygina,nie da się naciskać na pedały.Całe szczęście w Diablogrodzie wygarnąłem podchmielonego mechanika z wesela i dopasowaliśmy jakąś drobnozwojową śrubę.Tego samego dnia chyba za karę pogubiłem się na Hyrczy i do Łopienki dolazłem potokiem,to był dopiero hardkor :)
Od północy też tego samego dnia dojeżdżał mój kumpel na świeżo zakupionym Mustangu - taki polski pseudo bajk.Spotkaliśmy się na Jaworcu,koleś miał smutną minę.Okazało się że źle zmienił bieg,skrzyżował łańcuch,zadał z kopyta bez opanowania i ... zgiął tylną piastę o mało nie wyrywając wielotrybu.Zonk,wydawało się koniec wyprawy.Ale następnego dnia położyliśmy piastę na pieńku do rąbania,od góry przyłożyłem kołek bukowy i zadałem z młota - piasta się wyprostowała na tyle żeby dało się jechać.Obaj byliśmy zdumieni sukcesem,he he.
Trzecia awaria była widowiskowa.Jechałem za koleżanką w Tworylnem, koło strażnicy.Nagle dupło,spod jej koła wypadła chmura,zupełnie tak,jakby najechała na minę.Taka była zresztą moja pierwsza myśl Eksplodowała dętka i opona.Dętka wymieniona ale opona była rozdarta na pięciu centymetrach,wzdłuż felgi.Sytuację uratowała butelka PET,wyciąłem z niej prostokąt i owinąłem dętkę w miejscu rozerwania opony.Zadziałało elegancko.
Pozdrawiam Rowersów