No to i ja dorzucę coś od siebie ,a o czym już krótko wcześniej wspomniałem.
Działo się to już kilka ładnych lat temu ale w pamięci pozostało.
Z archiwum
Od jakiegoś czasu przymierzałem się do objechania tej trasy ale jakoś spychałem to
na dalszy plan.Wczoraj wreszcie zdecydowałem że pojadę.Pogoda zapowiadała się
ładna chociaż po południu miały przechodzić burze.Obliczyłem sobie czas że
wyjeżdżając o 6 rano powinienem objechać trasę zanim deszcz mnie dopadnie.
Tym razem góral jedynie wchodził w rachubę gdyż spory kawałek nie nadawał się
na szosówkę.Tak się składa żeby 50km przejechać po bezdrożach muszę 150
wykręcić po asfalcie aby tam w ogóle dojechać.
Skupię się jedynie na tym leśnym odcinku bo tam się wszystko rozegrało.
Mapka może pomóc w prześledzenia trasy jazdy.
www.twojebieszczady.pl/mapa-on/biesz1.php
Sanok-Ustrzyki Dolne-Lutowiska-Stuposiany-Wilcza Góra-Czerenna-Jasionów-
Tarnawa Niżna Muczne-Lutowiska i powrót do domu tą samą drogą.
Na piątym kilometrze tej leśnej drogi za Czerenną usłyszałem zgrzyt i rower
stanął w miejscu.Patrzę co się dzieje bo wszystko do tej pory sprawowało się
bez zarzutu.
Oczywiście przerzutka tylna zmielona pomiędzy szprychami.Rolki tulejki i
całość w rozsypce(nie wszystko odszukałem)Najechałem na gałęzie pozostawione
przez drwali w czasie ścinki drewna.W pierwszej chwili wydawało mi sie że to
sen.Sam na jeszcze nieznanej trasie z dala od cywilizacji.W tył czy przód to
parę km do najbliższych zabudowań.Przez głowę przebiegły myśli że koło mnie mogą
być jedynie niedźwiedzie lub wilki.Zastanawiałem się czy mogę liczyć na
czyjąś pomoc i doszedłem do wniosku że niestety ale tylko na siebie.Miałem
nadzieję że jakiś samochód z drewnem będzie jechał i mnie podwiezie.
Zadecydowałem że idę do przodu.Pod góry pcham ,a z góry podjeżdżam.Kto tu był
wie że odcinków równych nie ma. Jedynie góra i dół,góra,dół.
Po kilku podejściach z buta (i tutaj muszę wtrącić).
Dwa tyg temu kupiłem zestaw narzędzi w scyzoryku,a tam skuwacz do
łańcucha.Wydaje się to nie prawdopodobne ale przez 16 lat kręcenia po raz
pierwszy go ze sobą zabrałem.Nigdy wcześniej nie zerwałem łańcucha i był mi
nie potrzebny.
Zdecydowałem że będę skracał łańcuch i zrobię go na ostro.Teraz jaką decyzję
podjąć.Co z przodu,a co z tyłu w perspektywie wiele podjazdów w terenie i po
szosie,a także sporo po prostej.Decyzja padła na 32 przód i 15 tył.Skupiłem
się na tym że pod niektóre góry podchodzę ale za to wolę mieć mniejszy młynek
na prostych.W perspektywie 100km drogi powrotnej już myślałem że zobaczę
gwiazdy na niebie gdy dojadę(dojdę) do chatki. Najgorsze w tej sytuacji dopiero miało nadejść.Nade mną gromadziły się czarne chmury i perspektywa drałowania po błocie zanim do asfaltu dotrę była nie sympatyczna.Po raz drugi los się uśmiechną do mnie bo padać zaczęło gdy do Mucznego dojeżdżałem.
Tak w nawiasie dodam ale ta cała sytuacja dodała mi taki przypływ energii że
ani razu z roweru nie zszedłem mimo że na trasie sporo trudnych podjazdów było oto
jeden z nich.
www.podjazdy.ovh.org/ostre1.html
Sam się sobie dziwiłem że w tym nieszczęściu taki fart no i fajna przygoda na
ostrym kole. Grunt to się nie poddawać.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło no i mimo wszystko trzeba troszkę
główkować aby wyjść z opresji.


Odpowiedz z cytatem