Te brzozy! Ech zupełnie jak w mojej rodzinnej zagrodzie. Jednak serce pozostało w brzozowym gaju na podlasiu, mimo 28 lat przebywania na Mazowszu. A na takiej kaflowej kuchni (u nas zwanej angielką) to matula strwę warzyli, jesienią grzyby i jabłka były suzone. A zimą walonki (tak, tak całe dzieciństwo zimy w walonkach przełaziłem) sie na noc po wygaszeniu ognia stawiało. Jeno zapiecek ciut wiekszy był.
Miło bylo współuczestniczyć, szkoda że, wirtualniew Twojej wyprawie. Buba dziękuję.
![]()


Odpowiedz z cytatem