Przemyślałem sprawę poszukiwań w Małej Roztoce. Ze względu na ochronę danych osobowych oraz ochronę spokoju takich miejsc i ludzi, będzie skromnie. Ale gdyby ktoś bardzo chciał, to na podstawie tych paru zdań i trzech zdjęć dowie się, gdzie to było i o kim piszę.
W 1976 r., podczas wędrówki ścieżkami Beskidu Sądeckiego trafiłem na obszerną polanę w Paśmie Radziejowej, nad doliną Małej Roztoki. Na polanie zobaczyłem drewnianą chatę i starszego człowieka, przewracającego siano (fot.20). Był to dziadek Wojtek (zbieżność imion przypadkowa). Mieszkał tu od zawsze. Ostatnio samotnie. Miał dwie krowy, kilka owiec, króliki, gołębie, pszczoły, kota i trzy psy. Na polanę nie dotarły jeszcze takie nowinki, jak gaz i elektryczność. W jednej izbie mieszkalnej był piec, stół, łóżko i kilka najpotrzebniejszych sprzętów (fot.21-22 z 1985 r.). Do wsi trzeba było iść ponad godzinę.
Czyli było mniej więcej tak, jak się marzy kandydatom na zakapiorów. Ale gdyby ktoś dziadka nazwał zakapiorem (i przy okazji opowiedział mu, co to słowo oznacza), dostałby niechybnie po gębie.

20. an4_2_0012.jpg 21. L94-2_18.jpg 22. L94-2_19.jpg

I odtąd odwiedzałem dziadka co kilka lat. Ostatnio w 2006 r.
W tym roku doszły do mnie wieści, że polany już nikt nie kosi. Były to niepokojące wieści. Pojechałem sprawdzić. Zatrzymałem się w Małej Roztoce - tam, gdzie na zdjęciach 18-19 siedzi prawnuczka dziadka z pieskami - i przez kolejnych ludzi rozpytywałem o dziadka Wojtka. Odnalezienie nie było całkiem proste, bo dzieci i wnuków ma dziadek sporo a stosunki rodzinne między nimi nie zawsze układają się wzorowo. Potwierdziło się, że już nie mieszka na polanie. Zszedł w doliny. Odnalazłem go. Żyje, ma 98 lat. Poznał mnie. Jak dawniej, mówi do mnie Wojtuś. Jest chory i smutny.